15
Kwi

WIELKANOC 2017

Po bardzo intensywnej pracy w ciągu ostatnich kilku dni miałam dzisiaj omijać biuro szerokim łukiem. Nie udało się. Opóźnienia rozpraw, przerwy techniczne spowodowały zamieszkanie w moim życiu zawodowym, czyli przesunięcie „frontu robót”. Przesunięcie nastąpiło na piątek :-).

Dzięki temu dostałam wiosenne ciasteczko :-).

Wszystkim życzę radosnych i spokojnych świąt Wielkanocnych, a przede wszystkim odpoczynku

26
Mar

JAK ZŁOŻYĆ WNIOSEK O UZASADNIENIE

Przyznam, że do dzisiaj nie zastanawiałam się nad tym specjalnie (składam takie wnioski od lat) i nie wydawało mi się, że może to stanowić jakiś problem. A tu niespodzianka!

Przeczytałam dzisiaj uzasadnienie (dzięki newsletterowi ius.focus) orzeczenia Sądu Najwyższego z dnia 25. listopada 2016 r. i … zadumałam się. Zdaniem Sądu Najwyższego wniosek o uzasadnienie orzeczenia można złożyć skutecznie dopiero po ogłoszeniu orzeczenia. Złożenie wniosku o uzasadnienie przed ogłoszeniem orzeczenia nie wywołuje skutków prawnych, co niesie za sobą daleko idące konsekwencje.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: dzisiaj o g. 12.00 sąd ogłasza orzeczenie, a o g. 11.55 został złożony wniosek o uzasadnienie. Strona, która złożyła ten wniosek czeka na uzasadnienie (sąd nic nie robi, bo według sądu wniosek nie został złożony skutecznie) i czeka, i czeka. W końcu strona interesuje się, co się dzieje, że trwa to tak długo, a potem orientuje się, że orzeczenie jest już prawomocne, bo nie zostało zaskarżone w terminie (w czasie, gdy strona czekała na otrzymanie uzasadnienia biegł termin do złożenia środka odwoławczego, po upływie którego orzeczenie się uprawomacnia).

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Dlatego, że według mnie to orzeczenie jest niesłuszne i krzywdzące dla strony postępowania. Nie rozumiem też, jak sądy chcą takim nadmiernym formalizmem zaskarbić sobie zaufanie społeczeństwa? A chyba nikt nie ma wątpliwości, że z tym zaufaniem do wymiaru sprawiedliwości nie jest najlepiej.

Kilka lat wcześniej zapadło inne orzeczenie Sądu Najwyższego (znów ius.focus) z dnia 25. października 2012 r. dotyczące tej samej kwestii. Sędzią sprawozdawcą był SSN Kazimierz Zawada (chylę czoło za całokształt). Uzasadnienie tego orzeczenia jest logiczne i spójne. W skrócie argument jest następujący: skoro art.328 kodeksu postępowania cywilnego w zdaniu pierwszym stanowi, że „uzasadnienie wyroku sporządza się pisemnie na wniosek strony o doręczenie wyroku z uzasadnieniem zgłoszony w terminie tygodniowym od dnia ogłoszenia sentencji (…), to termin ten należy liczyć zgodnie z zasadami określonymi w kodeksie cywilnym. Kodeks cywilny przy obliczaniu terminów operuje pełnymi dobami (od g. 00.00 do 23.59), zatem nie ma podstawy do stosowania odstępstwa od tej reguły i ograniczanie doby w ten sposób, że rozpoczęcie terminu do złożenia wniosku o uzasadnienie rozpoczyna się od godziny wskazanej przez sąd (może być 8.30, może być 15.00).

Kontynuując myśl wynikającą z orzeczenia Sądu Najwyższego z 2016 r. można zacząć się zastanawiać, czy złożenie wniosku o uzasadnienie o g. 15.02, gdy ogłoszenie zostało wyznaczone na g. 15.00 jest skuteczne? A co, jeżeli sąd nie zdążył jeszcze odczytać orzeczenia do końca? A co jeżeli jest godzinne opóźnienie i ogłoszenie rozpocznie się dopiero o g. 16.00? O.k. prowadzę rozważania ad absurdum. Ale … trudno się powstrzymać.

Przyznam, że to, co najbardziej mnie irytuje w orzeczeniu Sądu Najwyższego z 2016 r. to formalizm ślepy na interes strony. Jasne, zawsze powinna być jakaś granica, ale dlaczego tworzyć granice (przez interpretację prawa) aż tak utrudniające życie zwykłemu człowiekowi?

Jakkolwiek zgadzam się z orzeczeniem z 2012 r. i poglądem, że złożenie wniosku o uzasadnienie w dniu ogłoszenia wyroku jest wystarczające i nie ma znaczenia, czy jest złożone godzinę przed, czy godzinę po ogłoszeniu wyroku (ale w tym samym dniu), to radę mam jedną:

SKŁADAJCIE WNIOSKI O UZASADNIENIE JUŻ PO OGŁOSZENIU ORZECZENIA!

Po co się denerwować i zastanawiać, jaki pogląd dany sędzia reprezentuje? Jestem przekonana, że w większości przypadków sędziowie sięgną po pogląd wygodniejszy dla sędziego. Wniosek złożony na 2 minuty przed ogłoszeniem wyroku? Nie trzeba pisać uzasadnienia.

Wszyscy jesteśmy ludźmi i naturalnym objawem jest ograniczanie sobie pracy, a nie nakładanie na siebie dodatkowych obowiązków. Mimo wszystko uważam, że prawnicy powinni pamiętać po co wykonują swoje zawody? Sędzia służy stronom postępowania i ma wydawać sprawiedliwe wyroki (błagam, proszę tylko nie zaczynać dyskusji, co to jest sprawiedliwy wyrok). Adwokat służy interesowi swojego klienta. Jeżeli będziemy pamiętali o celu naszej pracy, może łatwiej nam będzie zaskarbić sobie uznanie społeczeństwa (cóż, adwokaci też nie są pupilkami narodu 🙂 ).

Przepraszam za lekko górnolotne zakończenie.

 

Biorąc pod uwagę obowiązujące przepisy (zapraszam do zapoznania się z tym wpisem) muszę podkreślić, że ten wpis dotyczy testamentów sporządzanych zgodnie z prawem polskim. Wymienione w tytule formy testamentu to nie jedyne możliwości, ale na pewno najbardziej popularne. Gdybym miała odpowiedzieć na tytułowe pytanie, jak zwykle powinnam powiedzieć:

to zależy.

Może wypada zacząć od tego, że wszystkie testamenty: notarialne, własnoręczne, ustne itd. są równorzędne tj. tak samo ważne. Każdy testament można też samodzielnie odwołać. Nie trzeba więc udać się do notariusza, żeby odwołać testament notarialny. Można to zrobić np. w formie testamentu własnoręcznego.

Na pewno najmniej wysiłku wymaga testament własnoręczny (można sporządzić testament w domu, bez konieczności wizyty u notariusza). Trzeba jednak koniecznie pamiętać o kilku kwestiach: testament musi być sporządzony własnoręcznie (odpada wydruk z komputera), podpisany (też własnoręcznie) i opatrzony datą (brak daty niekoniecznie musi pociągać za sobą nieważność testamentu).

Jeżeli chodzi o testament notarialny, to komfort polega na tym, że testator (osoba sporządzająca testament) nie musi się martwić o spełnienie wymogów prawnych. Obowiązek dopilnowania wszystkich wymogów formalnych należy do notariusza.

Kiedy zatem doradzałabym wizytę u notariusza? Kiedy moim zdaniem lepiej sporządzić testament w formie aktu notarialnego? Na pewno wtedy, gdy testament nie jest najprostszym powołaniem spadkobiercy do spadku, ale sytuacja jest bardziej skomplikowana. Polecam przy tym wybór dobrego notariusza. Wyjaśnię o co mi chodzi na przykładzie.

Lata temu krewni ze strony męża, starsze bezdzietne małżeństwo, poprosili mnie o poradę w kwestii sporządzenia testamentu. Zależało im na tym, żeby dziedziczyli po sobie, ale gdyby małżonek zmarł przed nim (ktoś musiał umrzeć pierwszy), to chcieli, żeby następne w kolejności dziedziczyły konkretne osoby z ich rodzin. Testament wspólny nie jest dopuszczalny w prawie polskim zatem każde z nich musiało sporządzić swój własny testament z podstawieniem innych osób na wypadek, gdyby drugi małżonek zmarł pierwszy. Przedyskutowaliśmy wszystko dokładnie, upewniłam się, jakie są ich intencje. Spisałam wszystko na kartce , żeby mogli wyjaśnić notariuszowi co chcą osiągnąć. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy pokazali mi swoje testamenty notarialne! Notariusz pominął te bardziej skomplikowane kwestie prawne i sporządził dwa bliźniacze testamenty: w jednym ciocia powołała do spadku męża, w drugim wujek – żonę. Niby dobrze, ale nie o to chodziło. Notariusz po prostu wyjaśnił staruszkom, że zwykle najlepsze testamenty są najprostsze, więc po co komplikować testament pisaniem o podstawieniu? Z całą pewnością trzeba było poświęcić na przelanie oczekiwań testatorów na papier więcej czasu, ale przecież to o to chodzi, żeby do spadku doszły te osoby, na którym spadkodawcom zależy.

Efekt był taki, że powstały kolejne dwa testamenty notarialne – tym razem u notariusza, który nie widział problemu w spisaniu testamentu dającemu spadkodawcom pewność porządku dziedziczenia.

Warto pamiętać o jednym. Jeżeli już myślimy o testamencie, trzeba przede wszystkim wiedzieć, co się chce osiągnąć i do tego dopasować resztę (treść testamentu, formę testamentu).

 

18
Lut

WYSTĘP ZAGRANICZNY

Dopiero dzisiaj mogę coś napisać, bo przez kilka ostatnich dni intensywnie pracowałam. Początek tygodnia spędziłam w Brukseli. Przez ten czas kancelaria normalnie funkcjonowała, ale niektóre sprawy musiały na mnie zaczekać. Wyjazd do Brukseli nie był wycieczką krajoznawczą (chociaż po wypełnieniu obowiązków spędziłam kilka godzin na zwiedzaniu miasta). Do Brukseli pojechałam do pracy, czyli do sądu. Mimo braku wiary niektórych kolegów po fachu 🙂 reprezentowałam Klientkę na posiedzeniu wstępnym w sądzie apelacyjnym w Brukseli w sprawie z konwencji haskiej i sędzia mnie nie tylko nie wyrzucił z sali, ale wysłuchał mojej prośby o szybszy termin (niestety nic to nie dało 🙁 ). Gdyby ktoś pytał – występowałam w mojej polskiej todze.

Nie będę opisywać sprawy – jest w toku i jeszcze trochę poczekamy na rozstrzygnięcie. Podzielę się moimi wrażeniami z wizyty w sądzie belgijskim.

Sąd (Pałac Sprawiedliwości  w Brukseli) wygląda imponująco. Niestety dysponowałam jedynie aparatem w telefonie, więc jakość zdjęć pozostawia nieco do życzenia. Wnętrze sądu robi wrażenie :-).

     

Posiedzenie było wyznaczone na 9.00. Na tę godzinę przychodzą wszystkie strony. Wokandy nie ma. Jest jedynie informacja, w jakie dni sąd obraduje w danej sali. Kiedy czekałyśmy z Klientką pod salą, podszedł do nas sekretarz (?) i zaczął sprawdzać obecność stron i pełnomocników. Wszyscy są wezwani na jedną godzinę i czekają na wywołanie sprawy. Nasza została wywołana całkiem szybko. Trochę się obawiałam, bo podobno pierwszeństwo mają najstarsi adwokaci, ale widocznie dobrze mnie otaksowano ;-). Sędzia, prokurator, protokolant i adwokaci mają takie same togi (chyba różnią się jakimiś niuansami, ale dla niewtajemniczonego są takie same – czarne, z białym żabotem). Sąd siedzi za stołem na podwyższeniu, a z boku przy tym samym stole siedzi prokurator (u nas dawniej też tak było, ale ja tych czasów nie pamiętam). Adwokaci stoją za wysokimi pulpitami ustawionymi równolegle do stołu sędziowskiego. To, co mnie zaskoczyło – adwokaci mówią właściwie jednocześnie i się przekrzykują! W Polsce za takie zachowanie miałabym pewnie postępowanie dyscyplinarne.

Po posiedzeniu spędziłam chwilę w tajnej kawiarni, do której wstęp mają wyłącznie adwokaci :-). Bardzo przyjemne, eleganckie wnętrze. Na galerii kawiarni są szafki na togi adwokackie.

Wizyta w sądzie w obcym kraju to interesujące doświadczenie. Przed nami jeszcze masę pracy (postępowanie odwoławcze w Belgii różni się od polskiego postępowania) i jeszcze jedna rozprawa. Coś więcej napiszę pewnie, jak sprawa się zakończy.

Na razie przedstawiam zaproszenie na spotkanie organizowane przez Wydział Konsularny Ambasady RP w Brukseli oraz Stowarzyszenie SOS Bruksela Asbl w dniu 25. marca 2017 r.: „Czym jest porwanie rodzicielskie? Czy mogę opuścić z dziećmi terytorium Belgii bez zgody drugiego rodzica?”. Szczegóły na temat spotkania po wejściu w link:

25.03 ZAPROSZENIE-2

8
Lut

ADWOKAT NA WALIZKACH – LEPCA II

Wracam na blogi po miesięcznej przerwie. Nareszcie! Prawdę mówiąc nagrałam w poniedziałek filmik, ale ze względu na problemy techniczne na razie pozostało mi pisanie.

Styczeń był dla mnie niezwykle intensywny. Dużo rozpraw poza Krakowem, dużo spraw z konwencji haskiej (uprowadzenia dzieci za granicę). Do tego przygotowywałam się do konferencji LEPCA II w Berlinie. W zeszłym roku zaproponowano mi prowadzenie warsztatów na konferencji z kolegą adw. Marcinem Białeckim z Łodzi. Nie bez obaw podjęłam się wyzwania 🙂 i daliśmy radę!

Konferencja LEPCA II była drugim spotkaniem adwokatów z całego świata zajmujących się sprawami uprowadzeń rodzicielskich. To fantastyczna okazja nie tylko do nawiązania kontaktów międzynarodowych, ale – przede wszystkim – poszerzenia wiedzy i doświadczeń z zakresu objętym konferencją. Nasze warsztaty przebiegły pomyślnie. Mówiłam o prewencji, sposobach zapobiegania uprowadzeniom rodzicielskim. Kolega zajął się omówieniem spraw o zezwolenie przez sąd na wyjazd z dzieckiem na stałe za granicę . Na dowód, że rzeczywiście byłam w Berlinie 🙂 – kilka zdjęć autorstwa Magdaleny Panek z MIKK e.V. – International Mediation Centre for Family Conflict and Child Abduction.

 

Prosto z konferencji uciekłam na kilkudniowy urlop, a teraz biorę się energicznie do pracy.

15
Sty

STYCZEŃ 2017

Styczeń okazał się dla mnie niezmiernie intensywnym miesiącem – przede wszystkim w pracy. To jest powód, dla którego jestem zmuszona odłożyć moje blogi na chwilę na bok. Na pewno wrócę, bo za bardzo lubię pisać o prawie :-). Będę też chciała napisać, co się u mnie działo w styczniu.

Dzisiaj, przy okazji, zachęcam do wsparcia WOŚP!

29
Gru

NIE-ALIMENCIARZE

Właśnie przeczytałam artykuł prasowy pt. „Alimenciarze”, bójcie się. Rząd przyklasnął projektowi Ziobry. Ma zlikwidować furtkę w przepisach” Od razu zastrzegam, że nie czytałam projektu ustawy zmieniającej i pozwalam sobie jedynie na komentarz do informacji zawartych w artykule. Co dziwniejsze, wypowiadam się dzisiaj na temat zmian w prawie karnym, którego unikam, jak ognia :-).

To, co bardzo mi się podoba w zapowiadanych zmianach, to usunięcie możliwości „wykpienia się” przez tzw. niealimenciarzy od odpowiedzialności za utrzymanie własnych dzieci. Dotychczasowe przepisy karne nie sprzyjały przymuszeniu do tej odpowiedzialności. Pamiętam, jak dziś – pewnie z 15 lat temu, kiedy byłam na aplikacji sędzia orzekająca w takiej właśnie sprawie karnej pouczyła mnie, żebym przekazała klientowi (nie płacił alimentów), żeby wpłacił nawet 10 zł, to nie będzie ryzyka odpowiedzialności karnej (mój klient robił niezmiernie dobre wrażenie :-). Tak to było…

Znam dwie strony medalu: i od strony uprawnionych, którzy nie mogą związać końca z końcem, bo drugi rodzic nie uważa za stosowne dokładać się do utrzymania potomka, i od strony zobowiązanych, którzy „rzężą”, bo sąd zasądził alimenty w wysokości wpływającej destrukcyjnie na zobowiązanego.

Mimo wszystko uważam, że usunięcie z prawa pewnej fikcji jest ze wszech miar godne pochwały (podkreślam, szczegółów zmian nie znam). Propozycja kar za przestępstwo niealimentowania umożliwiających skazanemu pracę też wydaje mi się sensowna.

Interesujące są dwie rzeczy: jak ta zmiana wpłynie na zobowiązanych (raczej wieszczę poprawę w płatności alimentów) i po drugie – na orzecznictwo sądów? W tej drugiej kwestii nie spodziewałabym się specjalnych zmian. Mimo „wieszania psów” na sędziach rodzinnych jestem zdania, że większość sędziów z Wydziałów Rodzinnych i Nieletnich (niestety od razu przypominają mi się te jednostki, które mają podejście do zawodu odmienne od oczekiwanego :-() wykonuje swój zawód odpowiedzialnie, z ogromną troską o dobro dzieci. I dla tej większości mam ogromny szacunek.

23
Gru

ZNÓW ZA SZYBKO

Nie wiem, jak Ciebie, ale mnie święta (każde) zawsze zaskakują. Wiem, że będą, ale nigdy nie mogę się nadziwić, że to już :-). W tym roku nic się nie zmieniło. Jeszcze muszę skoczyć na pocztę z pilną korespondencją do sądu, w międzyczasie pakowanie prezentów (w tym roku byłam gotowa jeszcze przed grudniem!), sprzątanie itp. zwykłe świąteczne czynności.

Wszystkim życzę na te Święta przede wszystkim zdrowia i odpoczynku!

 

15
Gru

NOWA STRONA WWW.SWS-ADWOKACI.PL

W końcu nowa strona „wystartowała” :-). Serdecznie zapraszam do odwiedzenia strone:

www.sws-adwokaci.pl

To nowy etap w mojej drodze zawodowej. Serdecznie dziękuję Twórcom strony:

Kamili Isakowicz i Leszkowi Ogrodnikowi

 

 

 

Już dosyć dawno temu obiecałam wyjaśnienie pewnej kwestii. Pod jednym z wpisów został zamieszczony następujący komentarz:

Witam. Czy mogłaby Pani wyjaśnić na czym polega różnica pomiędzy pozbawieniem zarządu rodziców i ustanowieniem zarządcy w myśl art. 102 KRiO a powołaniem wykonawcy testamentu . Czy są to różne instytucje, czy istnieje możliwość powołania zarządcy i wykonawcy testamentu w jednym testamencie, czy mogą być nimi różne osoby? Czy nie będzie to sobie przeczyć?

O ustanowieniu zarządcy majątkiem dziecka w  testamencie już pisałam tu. Wypada dodać, że można pozbawić rodziców zarządu majątkiem dziecka także w przypadku umowy darowizny.

Jaka jest zatem różnica między zarządcą ustanowionym na podstawie art. 102 k.r.o. a wykonawcą testamentu (o wykonawcy testamentu pisałam tu)? Rolą wykonawcy testamentu jest doprowadzenie do – jak sama nazwa wskazuje – wykonania testamentu, a więc przekazania spadku w ręce spadkobierców. Do czasu przekazania majątku spadkobiercom wykonawca testamentu ma zarządzać spadkiem, spłacić długi spadkowe, wykonać zapisy zwykłe i polecenia, chyba, że co innego wynika z testamentu. Powołanie wykonawcy testamentu oznacza, że do czasu przekazania spadkobiecom majątku są oni (spadkobiercy) wyłączeni od zarządu tym majątkiem. W naszym przypadku oznacza to, że zarządca majątku odziedziczonego przez dziecko dochodzi do zarządu dopiero po przekazaniu tego majątku przez wykonawcę testamentu. Z całą pewnością wykonawcą i zarządcą majątkiem dziecka mogą być różne osoby. Jeżeli jest to jednak ta sama osoba, to od strony formalnej nic to nie zmienia – najpierw działa jako wykonawca testamentu, a potem – zarządca majątkiem dziecka. Wniosek z tego jest taki, że – według mnie – można w testamencie jednocześnie ustanowić wykonawcę testamentu i zarządcę majątkuiem dziecka, a komeptencje tych osób nie krzyżują się. Najpierw zarząd sprawuje wykonawca testamentu, a potem – od momentu przekazania majątku spadkowego spadkobiercy (w naszym przypadku dziecku) zarząd przejmuje zarządca ustanowiony na podstawie art. 102 k.r.o.