24
Cze

REPREZENTACJA KLIENTA ZA GRANICĄ

Czy reprezentacja klienta za granicą przez adwokata jest możliwa? Jestem dowodem (nie jedynym w historii oczywiście :-)), że tak. W zeszłym tygodniu byłam w Brukseli, gdzie występowałam przed sądem II instancji w sprawie z konwencji haskiej. O samej sprawie nie będę pisać – nadal czekamy na wyrok.

Na jakiej podstawie?

Możliwość działania w charakterze adwokata za granicą gwarantuje „dyrektywa Rady z dnia 22 marca 1977 r. mająca na celu ułatwienie skutecznego korzystania przez prawników ze swobody świadczenia usług”(Dyrektywa 1977). Celowo podaję dyrektywę, gdyż w każdym kraju Unii Europejskiej powinny być uchwalone ustawy oparte o tę właśnie dyrektywę. Oczywiście nie potrafię wskazać np. ustawy belgijskiej regulującej kwestię reprezentacji przez adwokata – obcokrajowca na terenie Belgii, ale znam te zasady z dyrektywy. Na początku, kiedy usiłowałam dowiedzieć się co powinnam zrobić, żeby móc wystąpić przed sądem za granicą spotkałam się z niedowierzaniem kolegów adwokatów. Zarówno w Polsce, jak i za granicą. Uparłam się i dopięłam swego :-). W Brukseli (w sądzie niderlandzkojęzycznym) brałam udział w rozprawie odwoławczej. Siłą rzeczy wszystko wyglądało nieco inaczej niż u nas. Ciekawostką był niejawny charakter sprawy – dlatego wokanda nie była wywieszona, a informacji przed salą udzielał specjalny urzędnik, który miał też za zadanie, aby na salę nie weszły nieuprawnione osoby.

Rozprawa

Sąd nie miał problemów w dopuszczeniu mnie do reprezentacji Klientki. Wprawdzie pokazałam moją międzynarodową legitymację adwokacką, ale prawdę mówiąc sąd nikomu (w tym mnie) nie sprawdzał dokumentów. Co więcej, sędziowie w trakcie sprawy nie oczekiwali przedstawienia dokumentu pełnomocnictwa. Skoro adwokat się zgłasza, to znaczy, że reprezentuje klienta. Słowo-klucz? Zaufanie. Konsekwencją tego zaufania jest przekonanie sądu, że adwokat przyprowadzi na rozprawę swojego klienta. Pewnie nikogo nie zdziwię, jak napiszę, że sądy w Polsce nie mają zaufania do adwokatów. W ogóle, jak się zastanowić, generalnie w Polsce nie ufamy sobie nawzajem, ale to całkiem inny temat.

Cała rozprawa odbywała się w jęz. niderlandzkim, ale sąd pozwolił mi przedstawić nasze argumenty w jęz. angielskim. Zaskoczyło mnie, że sędziowie (wszyscy) robili skrzętnie notatki w trakcie wypowiedzi adwokatów. Oczywiście nie wiem, jaki będzie wynik sprawy, ale przynajmniej miałam wrażenie, że ktoś mnie słucha ze szczerym zainteresowaniem i to co mówię ma jakieś znaczenie. Nie zawsze mam takie przekonanie przed sądem w Polsce (to znaczy i tak z taką uwagą do tej pory nikt mnie nie słuchał, ale być może nie mówiłam nic istotnego). Wręcz czasem czuję zniecierpliwienie i widzę, że mogę się dwoić i troić, a sąd już i tak, niezależnie od tego, co będzie jeszcze powiedziane, ma już wyrok gotowy (może nawet już napisany).

Cały ten wpis nie jest tylko po to, żeby się pochwalić (nie ukrywam, że czuję dumę, że miałam okazję występować przed zagranicznym sądem), ale po to, żeby i adwokaci i potencjalni zainteresowani pomocą prawną wiedzieli, że sytuacja, w której adwokat z Polski reprezentuje klienta przed zagranicznym sądem jest możliwa.

Odmowa szczepienia – gorący temat

Odmowa szczepienia to – za sprawą sądu w Inowrocławiu – gorący temat. W zeszłym tygodniu komentowałam możliwość ingerencji sądu we władzę rodzicielską (razem, choć niezależnie od siebie z Katarzyną Przyborowską) w Dzienniku Gazeta Prawna. Dzisiaj znów przeczytałam o problemie na blogu r.pr. dr. Marka Koennera www.prawodolekarza.pl

Komentarz

Nie będę się rozpisywać, bo trochę już na ten temat zostało napisane – to po pierwsze. Po drugie, znów siedzę na walizce (a raczej walizeczce – ze względu na różne wymiary bagażu dwóch linii lotniczych) i czas mnie goni. Chcę tylko zaznaczyć, że mogę sobie wyobrazić ograniczenie władzy rodzicielskiej przy odmowie szczepienia dziecka. Trzeba tylko pamiętać, że samo ograniczenie władzy rodzicielskiej nie rozwiązuje jeszcze problemu szczepienia. Do tego potrzebne są dalsze decyzje.

Dzisiaj ograniczenie władzy rodzicielskiej, ale w kontekście realizacji kontaktów z dzieckiem. Czyli trochę w innym aspekcie niż do tej pory. Wróciłam przed chwilą z I Kongresu  Prawa Rodzinnego w Krakowie i nie ukrywam, że właśnie na kongresie powstał pomysł tego wpisu. Zostałam ośmielona wypowiedziami prelegentki SSO dr Sylwii Jastrzemskiej. Skoro sędzia Sądu Okręgowego we Wrocławiu potwierdza moje osobiste obserwacje, to w pewien sposób mnie zachęciło – mogę się dzielić przemyśleniami na blogu :-).

Najpierw moje obserwacje. Jakiś czas temu w czasie rozprawy o uregulowanie kontaktów sędzia prowadząca, zirytowana postawą matki, zagroziła, że rozpocznie sprawę o ograniczenie władzy rodzicielskiej. Dlaczego? Mama twierdziła, że córka nie chce się widywać z ojcem, a ona nie będzie zmuszała dziecka. Tymczasem – zdaniem sędzi – skoro dziecko w wieku szkolnym podobno nie chce  widzieć taty, to znaczy, że matka nie potrafi poradzić sobie z dzieckiem (należycie przygotować córkę, także psychicznie, do kontaktów z tatą). Efekt? Po raz pierwszy od bardzo, bardzo długiego czasu ojciec spotkał się z córką w obecności matki (od czegoś trzeba zacząć). Podobno spotkanie było całkiem miłe. Dało się?

A teraz wypowiedź sędzi z Wrocławia. Pani sędzia wprost wskazała, że wszczyna postępowania o ograniczenie władzy rodzicielskiej z urzędu (tzn. sama, bez żadnego wniosku), jeżeli do kontaktów z drugim rodzicem notorycznie nie dochodzi. Wychodzi z tego samego założenia, co „moja” sędzia – jeżeli rodzic nie potrafi spowodować, że dziecko (nie mówimy o 16-latku) spotka się z drugim rodzicem to znaczy, że ma jakieś deficyty w kwalifikacjach rodzicielskich.

Czy to jest dobry sposób? Jak widać na podanym przeze mnie przykładzie – bywa skuteczny. Niestety nikt nie wskaże idealnego sposobu egzekwowania kontaktów z dzieckiem przy niechęci drugiego rodzica (najczęściej matki) na takie kontakty. Kary pieniężne mające na celu przymuszenie rodzica do wykonania kontaktów często są orzekane w żenująco niskich wysokościach (bywają oczywiście chlubne wyjątki). Swoją drogą nie jestem w stanie zrozumieć, czym kieruje się sędzia ustanawiający karę pieniężną w kwocie np. 50 zł? To prawie jak zaproszenie do kontynuowania odmowy wydania dziecka. Masę kobiet woli płacić i nie wydawać dziecka. Podejrzewam, że sędziowie obawiają się, że wysoka kara pieniężna zachwieje budżetem rodzica wiodącego  (w sytuacji izolacji dziecka od drugiego rodzica) i narażą dziecko na gorsze warunki życia. Ale przecież łamanie prawa jest zależne od woli rodzica wiodącego! Jeżeli się zastosuje do orzeczenia, to nie będzie musiał płacić wysokiej kary. Właśnie tak to powinno działać.

Jeżeli nie da się zmusić do kontaktu z dzieckiem pieniędzmi, to może władzą rodzicielską? Cóż, warto próbować. Gdyby nawet udawało się jednemu na dziesięciu uzyskać w ten sposób kontakty, to warto. W ten sposób może powoli zmieni się myślenie o wiodących rodzicach i ograniczy się ich poczucie totalnej bezkarności (w niektórych wypadkach właśnie tak jest – rodzic płaci niską karę pieniężną, a drugi rodzic jak nie widział dziecka, tak nie widzi).

Jeżeli ktoś ma już takie doświadczenia sądowe za sobą, zapraszam do podzielenia się informacjami w komentarzach.

PS

Po przeczytaniu komentarzy na FB dodam jeszcze, że jestem absolutnym wrogiem działań automatycznych – skoro nie ma kontaktów, to ograniczamy władzę rodzicielską. Taką decyzję powinien podjąć sąd po zbadaniu sytuacji dzieci. Ale czasem samo zagrożenie wystarczy, żeby skłonić pewnego siebie rodzica do refleksji.

 

Po co Ci niezależny sąd? Dzisiaj brałam udział w ważnym wydarzeniu. Ważnym, wbrew pozorom, nie tylko dla prawników, ale dla każdego. To wydarzenie to Kongres Prawników Polskich. Spotkaliśmy się: sędziowie, adwokaci, radcowie prawni oraz pracownicy naukowi i przedstawiciele organizacji pozarządowych (przepraszam, nie uda mi się wszystkich wymienić).

Czemu teraz, czemu wszyscy?

Ponieważ stoimy w obliczu kryzysu prawa w Polsce. Trybunał Konstytucyjny został już „zdobyty”, co nie jest dobrą informacją dla Ciebie. Wiem, że tego nie odczuwasz, a być może nie wiesz dlaczego niezależny Trybunał Konstytucyjny jest tak ważny? Wiem, że wymiar sprawiedliwości w obecnym kształcie nie odpowiada Twoim oczekiwaniom (o ile miałeś jakąkolwiek styczność z sądem?). Cóż, ja też mam masę uwag i na pewno wiele można i należy poprawić. Taka zresztą była atmosfera naszego dzisiejszego spotkania. Mam nadzieję, że konsekwencją Kongresu będą rzeczywiście odczuwalne dla każdego zmiany na lepsze w wymiarze sprawiedliwości w Polsce.

Jeżeli jednak uważasz, że niezależny sąd nie jest Ci potrzebny i bardzo dobrze, że „rozgonią” sędziów i zastąpią ich innymi, ale posłusznymi władzy, przez chwilę pomyśl.

Wyobraź sobie, że jesteś spadkobiercą testamentowym (testament na 100% jest ważny, sporządzony zgodnie z prawem), a Twój krewny – spadkobiercą ustawowym (testament jest ważniejszy od porządku dziedziczenia ustawowego). Różnica między Wami jest taka, że krewny jest przyjacielem członka rządzącej partii (naprawdę nie ma znaczenia jakiej).

Wariant 1 – niezależny sąd orzeka zgodnie z prawem na podstawie testamentu.

Wariant 2 – sąd zależny od władzy orzeka zgodnie ze zleceniem od członka rządzącej partii – w toku postępowania sąd stwierdza, że testament nie jest ważny i dziedziczy jednak krewny. Twoja apelacja nic nie daje, bo w sądzie II instancji też zasiada sędzia wyznaczony przez jedyną słuszną opcję.

To nie jest czysta fantazja. Takie czasy już były i w Polsce i na świecie.

Można nas nie lubić. Można uważać, że jesteśmy kastą (aktualnie raczej nie można przypisać zawodom prawniczym dziedziczności, gdyż dostęp do wszystkich zawodów jest szeroko otwarty), obrońcami komunizmu itp. Można kierować pod naszym adresem wszelkie epitety, ale to nie zmieni faktów. W Twoim interesie jest, żeby władza sądownicza była gwarantem Twoich praw. Gwarantem może być tylko niezależny sąd i niezawisły sędzia. Jeżeli wystarczy jeden telefon, żeby orzeczenie odpowiadało władzy, a nie prawu, to nic Ci nie pomoże. Jeżeli myślisz, że sąd jest tylko dla przestępców to mylisz się w swoich kalkulacjach podwójnie. Po pierwsze do sądów trafiają nie tylko przestępcy – sprawy spadkowe, sprawy rodzinne, o odszkodowanie (przy okazji wyobraź sobie swój spór z Państwem – przy zależnym sądownictwie jesteś bez szans) itp. mogą się przydarzyć każdemu. Może się zdarzyć, że będziesz zmuszony liczyć na orzeczenie sądu. Może warto, żeby sędzia był bezstronny, prawda? Po drugie, wcale nietrudno zostać oskarżonym. Pomyśl o kierowcy seicento. Przypadkowy człowiek w złym czasie i miejscu. Chyba nikt mu nie zazdrości? Przy okazji uzyskał pomoc świetnego adwokata za darmo? Ach zapomniałam – jesteśmy oszustami i złodziejami…

Może Cię to zdziwi, ale jednym z dzisiejszych tematów było obniżenie opłat sądowych, żebyś miał łatwiejszy dostęp do sądu.

Nikt nie mówi, że sądownictwa nie należy reformować, ale zanim wylejemy dziecko z kąpielą, zanim pozwolimy władzy obsadzić wszystkie stanowiska „swoimi” ludźmi pomyśl, czy jednak nie warto schować głęboko animozje i bronić tego, co jest wartością świętą zwłaszcza, gdy dotyczy Ciebie i Twojej rodziny, a powinno być oczywiste dla każdego: Twoich podstawowych praw człowieka i obywatela.

A na koniec, obejrzyj film przygotowany przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia

Trzeba zacząć od tego, że jeden z małżonków musi umrzeć w trakcie trwania sprawy o rozwód lub separację. W trakcie trwania – czyli do uprawomocnienia się orzeczenia o rozwodzie albo separacji. Jaka jest podstawa żądania wyłączenia małżonka od dziedziczenia? Artykuł 940 § 1 k.c. stanowi, że:

Małżonek jest wyłączony od dziedziczenia, jeżeli spadkodawca wystąpił o orzeczenie rozwodu lub separacji z jego winy, a żądanie to było uzasadnione„.

Z tego przepisu możemy wyciągnąć dalsze wnioski. Warunkiem ewentualnego wyłączenia małżonka od dziedziczenia jest zajęcie przez spadkodawcę (małżonka) stanowiska w trakcie sprawy rozwodowej/separacyjnej, że winny za rozkład pożycia małżeńskiego jest drugi małżonek.

Nie ma znaczenia, czy późniejszy zmarły był powodem, czy pozwanym (obie strony w postępowaniu mają równe prawo do zajęcia stanowiska w sprawie).

Nie jest też istotne, czy stanowisko zmarłego (później) małżonka zmierzało do ustalenia wyłącznej winy drugiego małżonka, czy też zmarły małżonek uważał, że oboje byli współwinni rozpadowi małżeństwa. 

Idąc dalej – z orzecznictwa Sądu Najwyższego wynika, że wystarczająca jest zgoda na rozwód/separację (czyli nie żądanie orzeczenia rozwodu, czy separacji, ale zgoda – takie stanowisko także można zająć w sprawie) z winy drugiego małżonka, lub z winy obu stron. 

Dlaczego napisałam, że maksymalnym okresem kwalifikującym sprawę do wyłączenia małżonka od dziedziczenia jest uprawomocnienie się orzeczenia? Dlatego, że po uprawomocnieniu się orzeczenia małżonek przestaje być małżonkiem – ani rozwiedziony małżonek, ani małżonek w separacji nie dziedziczy z mocy prawa.

Ostatnia kwestia istotna dla wyłączenia małżonka od dziedziczenia to zasadność żądania rozwodu, czy separacji z winy małżonka. Zasadność orzekania o winie małżonka ocenia nie sąd „rozwodowy”, a sąd cywilny rozpoznający sprawę o wyłączenie małżonka od dziedziczenia. Trzeba pamiętać, że sąd cywilny ocenia przesłanki winy w rozwodzie/separacji samodzielnie. Nie jest związany wyrokiem sądu okręgowego, bo wyroku rozwodowego lub o separację nie ma (jeżeli małżonek umiera już po wydaniu wyroku rozwodowego, ale przed jego uprawomocnieniem to sąd uchyla nieprawomocny wyrok i umarza postępowanie). Jest oczywiście duże prawdopodobieństwo, że sąd cywilny w sprawie o wyłączenie małżonka od dziedziczenia będzie się kierował ustaleniami sądu „rozwodowego”, ale pewności nie ma.

Kto może wystąpić o wyłączenie małżonka od dziedziczenia? Spadkobiercy ustawowi. Zasadniczo uznaje się w doktrynie, że powołanie małżonka (nawet wyłącznie winnego) do dziedziczenia w testamencie jest ważne i nie można tego korygować przez wyłączenie małżonka od dziedziczenia. Wychodzi się z – pewnie słusznego założenia – że spadkodawca mógł zmienić lub odwołać testament.

Skutkiem orzeczenia sądu uwzględniającego powództwo jest oczywiście  wyłączeniu małżonka od dziedziczenia, przy czym orzeczenie wywołuje skutki od momentu śmierci małżonka-spadkodawcy, tzn., że małżonek od początku nie dziedziczył (choć zostało to stwierdzone dopiero w późniejszym orzeczeniu sądu). p. W doktrynie panuje też zgoda, że małżonek wyłączony od dziedziczenia traci prawo do zachowku. 

Ostatnia kwestia, bardzo istotna: termin. Termin do wytoczenia powództwa o wyłączenie małżonka od dziedziczenia to 6 miesięcy od dnia, w którym spadkobierca dowiedział się o otwarciu spadku, nie więcej jednak niż jeden rok od otwarcia spadku (czyli od daty śmierci małżonka-spadkodawcy).

26
Kwi

OPINIA OZSS W SPRAWIE Z KONWENCJI HASKIEJ

Wracam do Krakowa pociągiem z rozprawy z konwencji haskiej (uprowadzenie rodzicielskie).  Zanim przejdę do moich wrażeń natury prawnej, zacznę od wrażeń kolejowych. Przyznam, że dawno nie jeździłam pociągami i standard kolei TLK mnie pozytywnie zaskoczył. Nowocześnie, wygodnie, czysto, bardzo miła obsługa. Jedyne, czego mi brakuje to wagon restauracyjny :-), bo ze względu na przedłużenie rozprawy i rozmowę z Klientem po rozprawie w biegu kupiłam hot doga (to nie jest moja ulubiona potrawa) i herbatę na stacji benzynowej i pognałam na dworzec. Budynek stacji ładny, ale zabity dechami, a okolica wymarła. Nie było jak zrobić aprowizacji na kilkugodzinną podróż powrotną. Jednym słowem –   głód, chłód (na moją prośbę podkręcili ogrzewanie, więc zasadniczo nie mogę się skarżyć :-)) i pragnienie, ale taki los adwokata.

Wracając do sprawy – nie będę opisywać szczegółów, bo sprawa jeszcze trwa, ale parę słów chcę napisać o opinii biegłych psychologów. Zdarza się, że w sprawach z konwencji haskiej, w których uczestniczę sądy powołują dowód z opinii biegłych OZSS. Uczciwie powiem, że moim zdaniem jest to często niepotrzebne (wielu sędziów rodzinnych nie może oderwać się od przyzwyczajenia zasięgania opinii biegłych – szybciej i sprawniej można wysłuchać dziecko w obecności psychologa), ale nie do mnie należy decyzja. Mogę się tylko sprzeciwiać temu dowodowi, ale sąd robi to, co uważa za stosowne.

Przy okazji opisywanej sprawy pierwszy raz mi się zdarzyło, że biegli uznali, że silne więzy dziecka z matką nie stoją na przeszkodzie powrotu dziecka do poprzedniego miejsca zamieszkania. I to nawet wtedy, gdyby matka odmówiła powrotu z dzieckiem i dziecko musiałoby wrócić samo i zamieszkać z ojcem. Wprawdzie biegłe dostrzegły możliwość zaistnienia problemów i konieczności ponownego przyzwyczajenia się dziecka do poprzednich warunków, ale uznały, że jest to do zniesienia, a wcześniejsza decyzja matki przyjazdu dziecka do Polski stawiała dziecko w podobnej sytuacji. Moje dotychczasowe doświadczenia z OZSS (wcześniej z RODK) były zgoła odmienne. Pewnie taka opinia (jaskółka) wiosny nie czyni, ale byłam zdziwiona, że nareszcie ktoś popatrzył na dziecko bardziej obiektywnie. Że nie tylko więź z matką jest najważniejsza, ale należy także zwracać uwagę na relację dziecka z ojcem. A przede wszystkim, że pewne trudności adaptacyjne nie mogą być utożsamiane ze szkodą psychiczną lub fizyczną dziecka i nie mogą w jakikolwiek inny sposób mogłoby postawić dziecko w sytuacji nie do zniesienia. Chylę czoło przed taką postawą biegłych. Celowo nie piszę, jaki to był ośrodek, gdyż nie chcę się narazić na zarzut, że się podlizuję na przyszłość (zasadniczo szansa, że będę miała w najbliższym czasie opinię z tego OZSS i tak nie są duże :-)).

Dodam jeszcze jedno. Jeżeli ktoś uważa, że praca adwokata polega wyłącznie na pisaniu pism, rozmowach z klientami i występowaniu przed sądem to się myli. Poza sądem jest jeszcze praca między pełnomocnikami stron. Możemy się „okładać” na rozprawie, ale robimy to w interesie naszych Klientów. Nie przeszkadza to spokojnym i rzeczowym rozmowom poza rozprawą – też w interesie naszych Klientów (a przynajmniej nie powinno przeszkadzać). Warto to zrozumieć i nie przenosić emocji (adresatem tego apelu są oczywiście pełnomocnicy, a nie Klienci) z rozprawy na korytarz sądowy.

15
Kwi

WIELKANOC 2017

Po bardzo intensywnej pracy w ciągu ostatnich kilku dni miałam dzisiaj omijać biuro szerokim łukiem. Nie udało się. Opóźnienia rozpraw, przerwy techniczne spowodowały zamieszkanie w moim życiu zawodowym, czyli przesunięcie „frontu robót”. Przesunięcie nastąpiło na piątek :-).

Dzięki temu dostałam wiosenne ciasteczko :-).

Wszystkim życzę radosnych i spokojnych świąt Wielkanocnych, a przede wszystkim odpoczynku

26
Mar

JAK ZŁOŻYĆ WNIOSEK O UZASADNIENIE

Przyznam, że do dzisiaj nie zastanawiałam się nad tym specjalnie (składam takie wnioski od lat) i nie wydawało mi się, że może to stanowić jakiś problem. A tu niespodzianka!

Przeczytałam dzisiaj uzasadnienie (dzięki newsletterowi ius.focus) orzeczenia Sądu Najwyższego z dnia 25. listopada 2016 r. i … zadumałam się. Zdaniem Sądu Najwyższego wniosek o uzasadnienie orzeczenia można złożyć skutecznie dopiero po ogłoszeniu orzeczenia. Złożenie wniosku o uzasadnienie przed ogłoszeniem orzeczenia nie wywołuje skutków prawnych, co niesie za sobą daleko idące konsekwencje.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: dzisiaj o g. 12.00 sąd ogłasza orzeczenie, a o g. 11.55 został złożony wniosek o uzasadnienie. Strona, która złożyła ten wniosek czeka na uzasadnienie (sąd nic nie robi, bo według sądu wniosek nie został złożony skutecznie) i czeka, i czeka. W końcu strona interesuje się, co się dzieje, że trwa to tak długo, a potem orientuje się, że orzeczenie jest już prawomocne, bo nie zostało zaskarżone w terminie (w czasie, gdy strona czekała na otrzymanie uzasadnienia biegł termin do złożenia środka odwoławczego, po upływie którego orzeczenie się uprawomacnia).

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Dlatego, że według mnie to orzeczenie jest niesłuszne i krzywdzące dla strony postępowania. Nie rozumiem też, jak sądy chcą takim nadmiernym formalizmem zaskarbić sobie zaufanie społeczeństwa? A chyba nikt nie ma wątpliwości, że z tym zaufaniem do wymiaru sprawiedliwości nie jest najlepiej.

Kilka lat wcześniej zapadło inne orzeczenie Sądu Najwyższego (znów ius.focus) z dnia 25. października 2012 r. dotyczące tej samej kwestii. Sędzią sprawozdawcą był SSN Kazimierz Zawada (chylę czoło za całokształt). Uzasadnienie tego orzeczenia jest logiczne i spójne. W skrócie argument jest następujący: skoro art.328 kodeksu postępowania cywilnego w zdaniu pierwszym stanowi, że „uzasadnienie wyroku sporządza się pisemnie na wniosek strony o doręczenie wyroku z uzasadnieniem zgłoszony w terminie tygodniowym od dnia ogłoszenia sentencji (…), to termin ten należy liczyć zgodnie z zasadami określonymi w kodeksie cywilnym. Kodeks cywilny przy obliczaniu terminów operuje pełnymi dobami (od g. 00.00 do 23.59), zatem nie ma podstawy do stosowania odstępstwa od tej reguły i ograniczanie doby w ten sposób, że rozpoczęcie terminu do złożenia wniosku o uzasadnienie rozpoczyna się od godziny wskazanej przez sąd (może być 8.30, może być 15.00).

Kontynuując myśl wynikającą z orzeczenia Sądu Najwyższego z 2016 r. można zacząć się zastanawiać, czy złożenie wniosku o uzasadnienie o g. 15.02, gdy ogłoszenie zostało wyznaczone na g. 15.00 jest skuteczne? A co, jeżeli sąd nie zdążył jeszcze odczytać orzeczenia do końca? A co jeżeli jest godzinne opóźnienie i ogłoszenie rozpocznie się dopiero o g. 16.00? O.k. prowadzę rozważania ad absurdum. Ale … trudno się powstrzymać.

Przyznam, że to, co najbardziej mnie irytuje w orzeczeniu Sądu Najwyższego z 2016 r. to formalizm ślepy na interes strony. Jasne, zawsze powinna być jakaś granica, ale dlaczego tworzyć granice (przez interpretację prawa) aż tak utrudniające życie zwykłemu człowiekowi?

Jakkolwiek zgadzam się z orzeczeniem z 2012 r. i poglądem, że złożenie wniosku o uzasadnienie w dniu ogłoszenia wyroku jest wystarczające i nie ma znaczenia, czy jest złożone godzinę przed, czy godzinę po ogłoszeniu wyroku (ale w tym samym dniu), to radę mam jedną:

SKŁADAJCIE WNIOSKI O UZASADNIENIE JUŻ PO OGŁOSZENIU ORZECZENIA!

Po co się denerwować i zastanawiać, jaki pogląd dany sędzia reprezentuje? Jestem przekonana, że w większości przypadków sędziowie sięgną po pogląd wygodniejszy dla sędziego. Wniosek złożony na 2 minuty przed ogłoszeniem wyroku? Nie trzeba pisać uzasadnienia.

Wszyscy jesteśmy ludźmi i naturalnym objawem jest ograniczanie sobie pracy, a nie nakładanie na siebie dodatkowych obowiązków. Mimo wszystko uważam, że prawnicy powinni pamiętać po co wykonują swoje zawody? Sędzia służy stronom postępowania i ma wydawać sprawiedliwe wyroki (błagam, proszę tylko nie zaczynać dyskusji, co to jest sprawiedliwy wyrok). Adwokat służy interesowi swojego klienta. Jeżeli będziemy pamiętali o celu naszej pracy, może łatwiej nam będzie zaskarbić sobie uznanie społeczeństwa (cóż, adwokaci też nie są pupilkami narodu 🙂 ).

Przepraszam za lekko górnolotne zakończenie.

 

Biorąc pod uwagę obowiązujące przepisy (zapraszam do zapoznania się z tym wpisem) muszę podkreślić, że ten wpis dotyczy testamentów sporządzanych zgodnie z prawem polskim. Wymienione w tytule formy testamentu to nie jedyne możliwości, ale na pewno najbardziej popularne. Gdybym miała odpowiedzieć na tytułowe pytanie, jak zwykle powinnam powiedzieć:

to zależy.

Może wypada zacząć od tego, że wszystkie testamenty: notarialne, własnoręczne, ustne itd. są równorzędne tj. tak samo ważne. Każdy testament można też samodzielnie odwołać. Nie trzeba więc udać się do notariusza, żeby odwołać testament notarialny. Można to zrobić np. w formie testamentu własnoręcznego.

Na pewno najmniej wysiłku wymaga testament własnoręczny (można sporządzić testament w domu, bez konieczności wizyty u notariusza). Trzeba jednak koniecznie pamiętać o kilku kwestiach: testament musi być sporządzony własnoręcznie (odpada wydruk z komputera), podpisany (też własnoręcznie) i opatrzony datą (brak daty niekoniecznie musi pociągać za sobą nieważność testamentu).

Jeżeli chodzi o testament notarialny, to komfort polega na tym, że testator (osoba sporządzająca testament) nie musi się martwić o spełnienie wymogów prawnych. Obowiązek dopilnowania wszystkich wymogów formalnych należy do notariusza.

Kiedy zatem doradzałabym wizytę u notariusza? Kiedy moim zdaniem lepiej sporządzić testament w formie aktu notarialnego? Na pewno wtedy, gdy testament nie jest najprostszym powołaniem spadkobiercy do spadku, ale sytuacja jest bardziej skomplikowana. Polecam przy tym wybór dobrego notariusza. Wyjaśnię o co mi chodzi na przykładzie.

Lata temu krewni ze strony męża, starsze bezdzietne małżeństwo, poprosili mnie o poradę w kwestii sporządzenia testamentu. Zależało im na tym, żeby dziedziczyli po sobie, ale gdyby małżonek zmarł przed nim (ktoś musiał umrzeć pierwszy), to chcieli, żeby następne w kolejności dziedziczyły konkretne osoby z ich rodzin. Testament wspólny nie jest dopuszczalny w prawie polskim zatem każde z nich musiało sporządzić swój własny testament z podstawieniem innych osób na wypadek, gdyby drugi małżonek zmarł pierwszy. Przedyskutowaliśmy wszystko dokładnie, upewniłam się, jakie są ich intencje. Spisałam wszystko na kartce , żeby mogli wyjaśnić notariuszowi co chcą osiągnąć. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy pokazali mi swoje testamenty notarialne! Notariusz pominął te bardziej skomplikowane kwestie prawne i sporządził dwa bliźniacze testamenty: w jednym ciocia powołała do spadku męża, w drugim wujek – żonę. Niby dobrze, ale nie o to chodziło. Notariusz po prostu wyjaśnił staruszkom, że zwykle najlepsze testamenty są najprostsze, więc po co komplikować testament pisaniem o podstawieniu? Z całą pewnością trzeba było poświęcić na przelanie oczekiwań testatorów na papier więcej czasu, ale przecież to o to chodzi, żeby do spadku doszły te osoby, na którym spadkodawcom zależy.

Efekt był taki, że powstały kolejne dwa testamenty notarialne – tym razem u notariusza, który nie widział problemu w spisaniu testamentu dającemu spadkodawcom pewność porządku dziedziczenia.

Warto pamiętać o jednym. Jeżeli już myślimy o testamencie, trzeba przede wszystkim wiedzieć, co się chce osiągnąć i do tego dopasować resztę (treść testamentu, formę testamentu).

 

18
Lut

WYSTĘP ZAGRANICZNY

Dopiero dzisiaj mogę coś napisać, bo przez kilka ostatnich dni intensywnie pracowałam. Początek tygodnia spędziłam w Brukseli. Przez ten czas kancelaria normalnie funkcjonowała, ale niektóre sprawy musiały na mnie zaczekać. Wyjazd do Brukseli nie był wycieczką krajoznawczą (chociaż po wypełnieniu obowiązków spędziłam kilka godzin na zwiedzaniu miasta). Do Brukseli pojechałam do pracy, czyli do sądu. Mimo braku wiary niektórych kolegów po fachu 🙂 reprezentowałam Klientkę na posiedzeniu wstępnym w sądzie apelacyjnym w Brukseli w sprawie z konwencji haskiej i sędzia mnie nie tylko nie wyrzucił z sali, ale wysłuchał mojej prośby o szybszy termin (niestety nic to nie dało 🙁 ). Gdyby ktoś pytał – występowałam w mojej polskiej todze.

Nie będę opisywać sprawy – jest w toku i jeszcze trochę poczekamy na rozstrzygnięcie. Podzielę się moimi wrażeniami z wizyty w sądzie belgijskim.

Sąd (Pałac Sprawiedliwości  w Brukseli) wygląda imponująco. Niestety dysponowałam jedynie aparatem w telefonie, więc jakość zdjęć pozostawia nieco do życzenia. Wnętrze sądu robi wrażenie :-).

     

Posiedzenie było wyznaczone na 9.00. Na tę godzinę przychodzą wszystkie strony. Wokandy nie ma. Jest jedynie informacja, w jakie dni sąd obraduje w danej sali. Kiedy czekałyśmy z Klientką pod salą, podszedł do nas sekretarz (?) i zaczął sprawdzać obecność stron i pełnomocników. Wszyscy są wezwani na jedną godzinę i czekają na wywołanie sprawy. Nasza została wywołana całkiem szybko. Trochę się obawiałam, bo podobno pierwszeństwo mają najstarsi adwokaci, ale widocznie dobrze mnie otaksowano ;-). Sędzia, prokurator, protokolant i adwokaci mają takie same togi (chyba różnią się jakimiś niuansami, ale dla niewtajemniczonego są takie same – czarne, z białym żabotem). Sąd siedzi za stołem na podwyższeniu, a z boku przy tym samym stole siedzi prokurator (u nas dawniej też tak było, ale ja tych czasów nie pamiętam). Adwokaci stoją za wysokimi pulpitami ustawionymi równolegle do stołu sędziowskiego. To, co mnie zaskoczyło – adwokaci mówią właściwie jednocześnie i się przekrzykują! W Polsce za takie zachowanie miałabym pewnie postępowanie dyscyplinarne.

Po posiedzeniu spędziłam chwilę w tajnej kawiarni, do której wstęp mają wyłącznie adwokaci :-). Bardzo przyjemne, eleganckie wnętrze. Na galerii kawiarni są szafki na togi adwokackie.

Wizyta w sądzie w obcym kraju to interesujące doświadczenie. Przed nami jeszcze masę pracy (postępowanie odwoławcze w Belgii różni się od polskiego postępowania) i jeszcze jedna rozprawa. Coś więcej napiszę pewnie, jak sprawa się zakończy.

Na razie przedstawiam zaproszenie na spotkanie organizowane przez Wydział Konsularny Ambasady RP w Brukseli oraz Stowarzyszenie SOS Bruksela Asbl w dniu 25. marca 2017 r.: „Czym jest porwanie rodzicielskie? Czy mogę opuścić z dziećmi terytorium Belgii bez zgody drugiego rodzica?”. Szczegóły na temat spotkania po wejściu w link:

25.03 ZAPROSZENIE-2