Podział majątku wspólnego – w końcu każdego “dopadnie”

Byli małżonkowie nie mają obowiązku dokonywać podziału majątku wspólnego. Zwykle jednak tłumaczę Klientom, że taki podział i tak się odbędzie – najpóźniej w momencie prowadzenia sprawy spadkowej po nich. Dziwnie się rozmawia o śmierci osób, które ze mną rozmawiają…, ale nie ma wyjścia.

W wyniku rozwodu, czy też umowy notarialnej (ale też śmierci małżonka) powstaje rozdzielność majątkowa, a dotychczasowa wspólność łączna (każdy z współwłaścicieli ma 100% udziałów we współwłasności) przekształca się we wspólność ułamkową – domyślnie po 50% udziałów dla każdego.

Dlaczego ostatnim momentem na podział majątku wspólnego jest dział spadku? Dział spadku ma odpowiedzieć na pytanie kto co dziedziczy? Wcześniejsze postępowanie – stwierdzenie nabycia spadku lub poświadczenie dziedziczenia (u notariusza) przesądza jedynie o udziałach w spadku poszczególnych spadkobierców. Konkretne przedmioty przechodzą na własność spadkobierców dopiero po dziale spadku.

Najpierw jednak trzeba ustalić co konkretnie wchodzi w skład spadku.

Nie da się tego zrobić bez wcześniejszego podziału majątku wspólnego. Trzeba przesądzić najpierw jakie składniki majątkowe są własnością jeszcze żyjącego małżonka (lub małżonka zmarłego później od spadkodawcy), a jakie składniki majątkowe weszły do spadku i mogą być przedmiotem działu spadku. Jak się nad tym zastanowić to jest to logiczne. Na przykład małżonkowie byli współwłaścicielami dwóch mieszkań o podobnej wartości (to, tak modelowo, żeby było mi łatwiej tłumaczyć :-)). Po śmierci małżonka A małżonek – w wyniku podziału majątku wspólnego otrzymuje na własność mieszkanie, w którym mieszka, a drugie mieszkanie wchodzi w całości do spadku. A może też do spadku wejść ½ udziału w jednym mieszkaniu i ½ w drugim mieszkaniu. Oba warianty są możliwe i zgodne z prawem. Widać jednak na tym przykładzie (taką mam nadzieję), że najpierw trzeba tę kwestię przesądzić, a dopiero potem dzielić spadek.

Dla jeszcze wątpiących.

Jeżeli jednak do tej pory ktoś jest nieprzekonany (ostatnio prowadziłam sprawę, w której przez dłuższy czas nie udawało mi się przekonać sędziego (!) o konieczności złożenia przez wnioskodawcę wniosku o podział majątku wspólnego. Dopiero nowy pełnomocnik wnioskodawcy docenił ryzyko i złożył brakujący wniosek) podaję namiary na orzeczenie Sądu Najwyższego – uchwała Sądu Najwyższego – Izby Cywilnej z dnia 2 marca 1972 r. (stare, ale jare) sygn. akt: III CZP 100/71):

W wypadku, gdy w skład spadku wchodzi udział spadkodawcy w majątku objętym małżeńską wspólnością ustawową, do dokonania działu spadku niezbędne jest uprzednie albo jednoczesne z działem spadku, połączone w tym samym postępowaniu, przeprowadzenie podziału majątku wspólnego, chyba że zapadł już prawomocny wyrok rozstrzygający o żądaniu ustalenia nierównych udziałów małżonków w majątku wspólnym oraz o żądaniach zwrotu wydatków, nakładów i innych świadczeń z majątku wspólnego na majątek odrębny lub odwrotnie, albo że częściowy dział spadku nie dotyczy udziału spadkodawcy w majątku wspólnym.

Jakie jest ryzyko jeżeli sąd nie dokona podziału majątku wspólnego w takiej sytuacji? W razie apelacji sąd nawet się nie zastanawia nad innymi zarzutami – uchyla orzeczenie do ponownego rozpoznania. Warto o tym pamiętać, bo strony mają różne interesy w postępowaniu sądowym. Warto się skupić na dbanie o swój interes.

Opieka naprzemienna w projekcie

Może nie powinnam, ale przyznam, że nie nadążam za zmianami przepisów prawnych. O tej proponowanej zmianie dowiedziałam się z Facebooka (o tempora o mores!), przy okazji, gdy moje nazwisko zostało wymienione jako przykład adwokata wrogiego opiece naprzemiennej. Pomijam skandaliczną treść wypowiedzi autorów petycji (celowo nie podaję linku, żeby nie robić reklamy populistycznym treściom), co wywołało słuszne oburzenie w szeregach kolegów adwokatów. Muszę jednak wyrazić podziękowanie autorom petycji – bez nich pewnie nie trafiłabym na dokumenty, które bardzo mnie interesują :-).

Oto rzeczone dokumenty (wystarczy kliknąć na link): projekt zmian przepisów (druk senacki) 776 i opinia NRA 776_nra

Postanowiłam napisać swoją własną opinię na temat proponowanych zmian i od razu zastrzegam, że tekst może być mało przyjazny, za co z góry przepraszam.

Artykuł 58 par. 1a k.r.o.

Obecne brzemiennie art. 58 § 1a k.r.o:

“W braku porozumienia, o którym mowa w § 1, sąd, uwzględniając prawo dziecka do wychowania przez oboje rodziców, rozstrzyga o sposobie wspólnego wykonywania władzy rodzicielskiej i utrzymywaniu kontaktów z dzieckiem po rozwodzie. Sąd może powierzyć wykonywanie władzy rodzicielskiej jednemu z rodziców, ograniczając władzę rodzicielską drugiego do określonych obowiązków i uprawnień w stosunku do osoby dziecka, jeżeli dobro dziecka za tym przemawia.”

Planowana zmiana brzmi tak:

„W braku porozumienia, o którym mowa w § 1, sąd, uwzględniając prawo dziecka do wychowania przez oboje rodziców, może powierzyć wykonywanie władzy rodzicielskiej obojgu rodzicom oraz określić wykonywanie opieki nad dzieckiem w ten sposób, że dziecko będzie mieszkało przemiennie z każdym z rodziców w porównywalnych okresach, z wyjątkiem przypadku, gdy jedno z rodziców zamieszkuje za granicą.”;

To źle sformułowany przepis. Pozytywnie oceniam expressis verbis wprowadzoną możliwość orzeczenia o opiece naprzemiennej. Takie orzeczenie jest możliwe już teraz, ale wprowadzenie wprost opieki naprzemiennej do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego może zmienić akcenty i uświadomić sędziom, że ta forma opieki jest także możliwa bez konieczności sztywnego trzymania się dotychczasowej linii orzeczniczej (wybór rodzica pierszoplanowego). Proponowana zmiana stwarza oczywiście możliwość, a nie przymus orzeczenia opieki naprzemiennej, co także oceniam pozytywnie. Można się zastanowić, czy prawidłowe jest określenie, że to dziecko będzie mieszkało przemiennie z każdym z rodziców, a nie rodzice będą mieszkać przemiennie z dzieckiem. Różnica jest może drobna, ale ta druga wersja zawiera w sobie możliwość stworzenia stałego centrum życiowego dziecka i zamiany rodziców przy dziecku (ostatnio czytałam opinię OZSS wskazującą na takie rozwiązanie jako korzystne dla dzieci w konkretnej sytuacji). Niepotrzebne wydaje się zastrzeżenie: „z wyjątkiem przypadku, gdy jedno z rodziców zamieszkuje za granicą”. Początkowo byłam zdania, że trudno wyobrazić sobie ustanowienie opieki naprzemiennej w takiej sytuacji, więc takie zastrzeżenie nie jest celowe. Po zamieszczeniu postu otrzymałam bardzo słuszną uwagę od czytelnika bloga. Można sobie wyobrazić taką formę opieki nawet między rodzicami mieszkającymi w różnych krajach. Czasem te miejsca są położone bardzo blisko siebie (np. CIeszyn i Czeski Cieszyn) i nie mażadnych przeszkód w ustanowieniu opieki naprzemiennej (bardzo dziękuję za tę krytyczną uwagę – to dowodzi, że dyskusja ma sens!). Z drugiej strony skoro ustawodawca wyłączył jedynie taki przypadek spod opieki naprzemiennej, to znaczy, że opieka naprzemienne między Krakowem a Szczecinem byłaby dopuszczalna? Tekst prawny powinien być maksymalnie precyzyjny i jakiekolwiek sformułowania, które zaciemniają obraz i stwarzają niepotrzebne podstawy do interpretacji powinny być eliminowane. Przy redakcji art. 58 § 1a k.r.o. zapomniano o koniecznym do tej pory elemencie orzeczenia rozwodowego tj. uregulowaniu kontaktów z dzieckiem. Jeżeli jest to zabieg świadomy – nie mam uwag, ale wymaga to konsekwentnych zmian w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Obawiam się jednak, że jest to „wypadek przy pracy” i ktoś nie zauważył, że w razie nieskorzystania przez sąd z opcji opieki naprzemiennej (nie każdy chce orzeczenia opieki naprzemiennej) sąd nie ma narzędzi do uregulowania kontaktów. To złe i niespójne rozwiązanie. Nadal w mocy pozostaje art. 58 § 1b k.r.o. stanowiący, że sąd nie orzeka o kontaktach z dzieckiem na zgodny wniosek stron. Podsumowując, jakkolwiek sama idea wprowadzenia wprost możliwości orzekania o opiece naprzemiennej jest pozytywna, to wykonanie pozostawia dużo do życzenia i w tym kształcie nie powinno być przyjęte. Przepis wymaga przemyślenia i ponownej redakcji w taki sposób, by nie budził wątpliwości i był spójny z resztą przepisów regulujących rozwód i separację.

Artykuł 97 k.r.o.

Art. 97 § 3 projektu zmian k.r.o. oceniam krytycznie. Jakkolwiek można się domyślać, że jest to zmiana podyktowana wprowadzeniem opieki naprzemiennej do k.r.o. to jednak przepis ten dotyczy różnych form wspólnego wykonywania władzy rodzicielskiej (nie tylko opieki naprzemiennej). Trudno zrozumieć, co ma oznaczać stwierdzenie, że „rodzice przekazują sobie dokumenty dziecka, w szczególności dowód osobisty”? Kiedy? W jaki sposób? Po co? Prawnik nie może domyślać się o co chodziło ustawodawcy. Rolą ustawodawcy jest takie sprecyzowanie przepisu, żeby dla wszystkich było jasne, a w szczególności jaka jest treść i cel przepisu. Należy podkreślić, że art. 97 k.r.o dotyczy także rodziców mieszkających razem. Proponowany § 3 art. 97 k.r.o. to bubel prawny, z którego nic – poza źle wyrażonymi intencjami – nie wynika

Artykuł 107 k.r.o.

Art. 107 § 2 k.r.o. w proponowanej formie powiela błędy propozycji art. 58 § 1b k.r.o. Z tego powodu nie będę powtarzać wskazanych wyżej uwag. Należy jedynie zauważyć, że art. 107 wymagałby w całości głębszej analizy i ujednolicenia z przepisami dotyczącymi rozwodu i separacji tak, by nie stwarzać innej sytuacji prawnej dzieci, o których orzeka Sąd Okręgowy w sprawie rozwodowej oraz Sąd Rejonowy w sprawie opiekuńczej.

Kodeks postępowania cywilnego

Propozycja zmiany art. 59822 k.p.c. jest kosmetyczna. Zmiana z: dziecko będzie mieszkać z każdym z rodziców w powtarzających się okresach” na  „dziecko będzie mieszkać przemiennie z każdym z rodziców w porównywalnych okresach” ma sens jedynie w celu ujednolicenia terminologii obowiązującej w obrocie prawnym. Z praktycznego punktu widzenia proponowany przepis nic nie zmienia. Podobna uwaga dotyczy proponowanych zmian art. 7562  k.p.c. – jest to zmiana o charterze uzgodnienia terminologii.

Kodeks karny – rewolucja

Od wielu lat nie zajmuję się prawem karnym, zatem moje uwagi do zmian proponowanych w kodeksie karnym mają charakter ogólny. Omawiana ustawa zmieniająca k.r.o. wprowadza w kodeksie karnym nowy rodzaj przestępstwa (art. 244c) tj. utrudnianie lub uniemożliwianie wykonywania kontaktów lub opieki. Zagrożenie karą to ograniczenie wolności lub pozbawienie wolności. To zmiana rewolucyjnakontrowersyjna. Nie można nie zauważyć, że obecnie obowiązujące przepisy są niewystarczające do egzekucji kontaktów z dziećmi. Sądy orzekają zbyt wolno o karach pieniężnych (to bolączka całego wymiaru sprawiedliwości nie tylko w tego typu sprawach), a jeżeli w końcu orzekają to niejednokrotnie kary określane są na tak niskim poziomie, że osobie niestosującej się do orzeczenia o kontaktach „opłaca się” bardziej płacić niż wykonywać postanowienia orzeczenia. Są kraje, gdzie podejście do realizacji kontaktów jest bardziej restrykcyjne niż w Polsce i daje do bardzo dobre efekty. Czy zaproponowany kształt sankcji za utrudnianie kontaktów z dzieckiem jest prawidłowy? To pytanie do karnistów. Jako osoba niejednokrotnie borykająca się w imieniu Klientów o dostęp do dziecka nie potrafię ocenić proponowanych przepisów kodeksu karnego negatywnie.

 

 

3
Jun

SKARGA NADZWYCZAJNA

Skarga nadzwyczajna to nowość w prawie

Przepisy wprowadzające tę nową skargę obowiązują od dnia 3 kwietnia 2018 r. Klient, który zgłosił się do mnie ostatnio z prośbą o napisanie takiej skargi twierdził, że na rozpatrzenie czeka już ok. 600 takich skarg. Nie mam żadnych danych na ten temat, ale jestem przekonana, że wiele osób jest zainteresowanych nową możliwością odwołania od prawomocnego orzeczenia. W tym wpisie zajmę się skargą kasacyjną tylko w aspekcie spraw, które sama prowadzę (sprawy rodzinne, spadkowe i podziały majątków). Nie należy więc traktować mojego wpisu na blogu jako kompendium wiedzy o skardze nadzwyczajnej.

Kiedy można wnieść skargę nadzwyczajną?

Ustawa przewiduje możliwość wniesienia skargi nadzwyczajnej do Sądu Najwyższego, jeżeli “jest to konieczne dla zapewnienia praworządności i sprawiedliwości społecznej” (art. 89 ustawy o Sądzie Najwyższym, Dz. U. z 2018 r. poz. 5). Czym jest sprawiedliwość społeczna? Nie podejmuję się wskazania definicji. Sprawiedliwość społeczna jest niewątpliwie pojęciem nieostrym (nie można ze 100% pewnością powiedzieć co jest zgodne ze sprawiedliwością społeczną, a co nie). Z tego też względu możemy z góry założyć, że orzeczenie, które naszym zdaniem jest niesprawiedliwe będzie spełniało warunek naruszenia sprawiedliwości społecznej. Dodatkowo orzeczenie do zaskarżenia musi spełniać następujące warunki :
  1. narusza zasady lub wolności i prawa człowieka i obywatela określone w Konstytucji;
  2. w sposób rażący narusza prawo przez błędną jego wykładnię lub niewłaściwe zastosowanie oraz musi
  3. zachodzi oczywista sprzeczność istotnych ustaleń sądu z treścią zebranego w sprawie materiału dowodowego

Kolejny warunek, to ten, że orzeczenie, odnośnie do którego chcemy złożyś skargę nadzwyczajną nie może być uchylone lub zmienione w trybie innych nadzwyczajnych środków zaskarżenia (czyli skargai kasacyjnej, skargi na orzeczenie referendarza sądowego, wznowienia postępowania, skargi o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia).

Jeżeli w sprawie była wniesiona skarga kasacyjna, to skarga nadzwyczajna nie może powielać argumentacji skargi kasacyjnej przyjętej do rozpoznania (może natomiast powtarzać argumentację skargi kasacyjnej, która “odpadła” w tzw. przedsądzie)

Kto może wnieść skargę nadzwyczajną?

Nie, nie jest tak, że “Kowalski” może sobie napisać skargę nadzwyczajną i wysłać do sądu. Trzeba się zwrócić z prośbą o złożenie skargi nadzwyczajnej do Prokuratora Generalnego, Rzecznika Praw Obywatelskich, ewentualnie w zależności od przedmiotu sprawy do Prezesa Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej, Rzecznika Praw Dziecka, Rzecznika Praw Pacjenta, Przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, Rzecznika Finansowy, Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców lub Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Termin do złożenia skargi nadzwyczajnej

Należy pamiętać, że skargi nadzwyczajnej nie można złożyć po upływie 5 lat od uprawomocnienia się orzeczenia, które chcemy zaskarżyć. Co istotne – to jest termin dla składającego skargę, a nie strony postępowania. Trzeba wziąć pod uwagę czas, jaki podmiot składający skargę potrzebuje do analizy sprawy. Pewnie ten czas będzie krótszy, jeżeli wniosek o złożenie skargi nadzwyczajnej będzie dobrze przygotowany od strony prawnej, ale tak naprawdę nikt jeszcze nie wie, jak to będzie wyglądało?

Jeżeli w sprawie była słożona skarga kasacyjna to termin do złożenia skargi nadzwyczajnej jest krótszy, bo tylko roczny od dnia rozpoznania skargi kasacyjnej.

Jaki może być efekt złożenia skargi nadzwyczajnej?

Sąd Najwyższy może uchylić zaskarżone orzeczenie (w całości lub w części) i stosownie do wyników postępowania orzec co do istoty sprawy albo przekazać sprawę do ponownego rozpoznania właściwemu sądowi. W razie potrzeby Sąd Najwyżsży może uchylić także orzeczenie sądu pierwszej instancji, albo umorzyć postępowanie. Jeżeli Sąd Najwyższy stwierdzi brak podstawy do uchylenia zaskarżonego orzeczenia – oddala skargę nadzwyczajną.

Skargę nadzwyczajną w interesie danej strony można złożyć od orzeczenia tylko raz. Tak, jak w wypadku wznowienia postępowania, skarga nadzwyczajna nie może być wniesiona od wyroku ustalającego nieistnienie małżeństwa, orzekającego unieważnienie małżeństwa albo rozwód, jeżeli choć jedna ze stron po uprawomocnieniu się takiego orzeczenia zawarła związek małżeński. Nie można też wniość skargi nadzwyczajnejod postanowienia o przysposobieniu.

Co z orzeczeniami, które uprawomocniły się przed wprowadzeniem skargi nadzwyczajnej?

W okresie 3 lat od dnia wejścia w życie niniejszej ustawy skarga nadzwyczajna może być wniesiona od prawomocnych orzeczeń kończących postępowanie w sprawach, które uprawomocniły się po dniu 17 października 1997 r. W odniesieniu do takich orzeczeń nie stosuje się zwykłego terminu do złożenia skargi nadzwyczajnej, czyli terminu 5-letniego. Także termin roczny – tylko w tym 3-letnim okresie przejściowym – po rozpoznaniu skargi kasacyjnej został wydłużony do 3 lat. Jeżeli orzeczenie, które się uprawomocniło po 17 października 1997 r, a przed 3 kwietnia 2018 r. wywołało nieodwracalne skutki prawne, albo przemawiają za tym “zasady lub wolności i prawa człowieka i obywatela określone w Konstytucji”, Sąd Najwyższy może ograniczyć się do stwierdzenia wydania zaskarżonego orzeczenia z naruszeniem prawa oraz wskazania okoliczności, z powodu których wydał takie rozstrzygnięcie.

Wnioski

Moje – są pesymistyczne. Oczywiście, dostaliśmy do ręki nową możliwość zaskarżenia prawomocnego orzeczenia. Dlaczego więc się nie cieszę? Już słyszę te głosy, które od razu odpowiedzą – bo nie zarobię, skoro to nie ja – adwokat mogę składać te skargi. O to się nie martwię… I tak część skarg będzie przygotowywana przez prawników przed złożeniem do odpowiedniego organu . Nie cieszę się, bo to po prostu kolejna “instancja”, która przedłuży postępowanie i przedłuży niepewność sytuacji prawnej strony. Czy skarga nadzwyczajna była potrzebna? To nie ta droga wspierania wymiaru sprawiedliwości. Reformy wymiaru sprawiedliwosci są potrzebne. Nie te personalne, ale zmiany prawa w taki sposób, żeby zminimalizować formalizm postępowania i pozwolić stronom na jak najszybsze egzekwowanie ich praw przed sądem, a sądom – na efektywną pracę. Potrzebne są też pieniądze na wymiar sprawiedliwości.

Jaki może być skutek uboczny wprowadzenia skargi nadzwyczajnej? Paraliż organów, które są powołane do składania tych skarg. Nie słyszałam, żeby za wprowadzeniem nowej skargi szły pieniądze na ten cel, a to oznacza, że ta sama ilość osób będzie miała dużo więcej obowiązków. Rachunek jest prosty.

Czy w takim razie korzystać ze skargi nadzwyczajnej?

Oczywiście! Czas pokaże, czy skarga nadzwyczajna da jakieś pozytywnej efekty (wcale tego nie wykluczam). Mimo mojego sceptycyzmu prawniczego – zachęcam – skoro skarga nadzwyczajna została wprowadzona – grzech byłoby nie skorzystać!

 

PS – nowelizacja

Bardzo dziękuję Jolancie Budzowskiej (jeżeli jeszcze nie odwiedziłeś bloga Jolanty, to serdecznie polecam: https://pomylkalekarza.pl/ – warto) za zwrócenie mi uwagi, że “nieostygła” jeszcze ustawa zasłużyła już na kilka nowelizacji. Interesuje mnie ostatnia nowelizacja, z dnia 10 maja b.r. (druk sejmowy nr 2480), oczekująca na podpis prezydenta. Swoją drogą, można tylko pomarzyć o przemyślanym ustawodawstwie, które nie wymaga poprawek do poprawek do poprawek… No comment…

Nie omówię wszystkich zmian zaproponowanych w nowelizacji, a jedynie te, które mnie interesują.

Pierwsza zmiana dotyczy art. 89 ustawy o Sądzie Najwyższym i wprowadza nierówność stron postępowania w zależności od tego, czy sprawa ma charakter międzynarodowy. Gdyby uchylenie orzeczenia naryszyłoby międzynarodowe zobowiązania Polski to Sąd Najwyższy ma się ograniczyć jedynie do stwierdzenia wydania zaskarżonego orzeczenia z naruszeniem prawa. Ustawa zostawia furtkę dla Sądu – “chyba, że zasady lub wolności i prawa człowieka i obywatela określone w Konstytucji przemawiają za wydaniem rozstrzygnięcia merytorycznego. Współczuję już teraz sędziom Sądu Najwyższego. Pytanie podstawowe, które się nasuwa – czy to aby jest zgodne z Konstytucją? Zagadnienie dla prezydenta przed podpisaniem nowelizacji.

Druga zmiana? “Skarga nadzwyczajna od prawomocnego orzeczenia kończącego postępowanie w sprawie, które uprawomocniło się przed wejściem w życie niniejszej ustawy, może być wniesiona przez Prokuratora Generalnego lub Rzecznika Praw Obywatelskich.” Na wszelki wypadek sugeruję zatem słać swoje wnioski do tych dwóch organów. W przypadku orzeczeń zapadłych przed wejściem w życie ustawy o Sądzie Najwyższym także wprowadzone zostało w nowelizacji ograniczenie w przypadku spraw o charakterze międzynarodowym.

Ciekawa jestem, co będzie z wnioskami o wniesienie skargi złożonymi przed wejściem w życie nowelizacji do innych podmiotów niż Prokurator Generalny lub Rzecznik Praw Obywatelskich? Znów ktoś nie pomyślał 🙁. Nie ma przecież możliwości przesłania takich wniosków z jednego podmiotu do drugiego. Zabawię się we wróżkę :-). Kolejna nowelizacja? Smutne to wszystko.

27
May

ZACHOWEK – ILE SIĘ NALEŻY?

Zanim o zachowku

– najpierw kilka słów wstępu, bo dawno mnie tu nie było. Tych, którzy chcą wiedzieć, dlaczego dawno nie pisałam, zapraszam na blgowrozwod.pl.

I jeszcze refleksja? Wczoraj przeczytałam o zrzucie wody z zapory we Włocławku i zalaniu gniazd wielu ptaków. To straszna i smutna wiadomość. Za brak szacunku dla przyrody przyjdzie nam zapłacić, a konsekwencje odczują na pewno nasze dzieci. Przypomniała mi się w związku z tą sytuacją bardzo stara piosenka żeglarska Andrzeja Koryckiego: sto pierwszy toast za zdrowie morza (dla mniej cierpliwych – piosenka zaczyna się od 0:52). Dedykuję tym, dla których przyroda ma znaczenie i tych – którzy nie myślą…

W tym niewesołym nastroju nie mogę pisać o niczym innym niż o prawie spadkowym.

Komu przysługuje zachowek?

Małżonkowi, zstępnym i rodzicom spadkodawcy, o ile byliby powołanie do spadku z ustawy. Zstępni to prawnicze określenie na tych wszystkich krewnych, których pozostawiamy po sobie w linii prostej: dzieci, wnuki, prawnuki (biologia nie pozwala sięgać dalej). Co oznacza stwierdzenie, że zachowek się należy o ile byliby powołani do spadku z ustawy? Rodzice spadkodawcy dziedziczą wyłącznie wtedy, gdy spadkodawca nie pozostawił zstępnych. Jeżeli zmarły pozostawił dzieci, wnuki itd. to rodzice nie doszliby do spadku, czyli zachowek im się nie należy.

Zachowek – Ile się należy?

Zachowek przysługuje w wysokości połowy udziału, który przypadłby osobie uprawnionej w drodze dziedziczenia ustawowego. Są jednak osoby “uprzywilejowane”, którym należy się wyższa kwota bo aż 2/3 udziału, jako by im przypadł w wyniku dziedziczenia ustawowego.

Kiedy należy się 2/3 udziału?

Tylko wtedy, gdy osoba uprawniona do zachowku jest trwale niezdolna do pracy lub jest małoletnia. Decydujący jest moment otwarcia spadku, czyli śmierci spadkodawcy. Jeżeli dziecko zmarłego stało się inwalidą niezdolnym do pracy 3 lata po śmierci rodzica to wysokość przysługującego zachowku wynosi 1/2 udziału, który by przypadł w drodze dziedziczenia ustawowego. Podobnie, jeżeli sprawę o zachowek wnosi 19-letnie dziecko zmarłego 4 lata pośmierci rodzica, to wysokość zachowku wynosi 2/3 udziału spadkowego, jaki by przypadł tej osobie przez dziedziczenie ustawowe.

Przedawnienie

Jeżeli zastanawiasz się nad wysokością należnego Ci zachowku, pamiętaj o przedawnieniu roszczenia. Pisałam o tym tu i tu – zapraszam do lektury.

8
Apr

ETS – POLSKIE PYTANIE SPADKOWE

ETS, czyli Europejski Trybunał Sprawiedliwości

– informacje na temat tego sądu można znaleźć tu. Szperając po internecie natknęłam się (na stronie jednej z brytyjskich kancelarii) na informację o pierwszej sprawie rozpoznawanej przez ETS na kanwie pytania prejudycjalnego skierowanego do ETS przez sąd polski (o precedurze prejudycjalnej można przeczytać tu). Duma narodowa mnie ogarnęła i postanowiłam przedstawić na blogu rozstrzygnięcie ETS – odpowiedź na pytanie prejudycjalne sądu polskiego. Po co w ogóle prawnicy czytają orzeczenia sądów – w tym orzeczenia ETS? Ano dlatego, że orzeczenia takie mają ogromne znaczenie dla praktyki. Skoro mądre głowy zastanawiały się nad problemem i doszły do wniosków końcowych, to warto z tego skorzystać. Można też dyskutować z orzeczeniem, jeżeli się z nim nie zgadzamy, ale jest to zawsze punkt odniesienia.

Polka mieszkająca we Frankfurcie nad Odrą udała się do notariusza w Słubicach.

Pani Aleksandra Kubicka wybrała prawo, któremu miał podlegać jej spadek – prawo polskie. Pewnie dlatego udała się do notariusza i zażądała umieszczenia w testamencie zapisu windykacyjnego (o zapisie windykacyjnym pisałam tu). Niestety, notariusz odmówił czynności (wolno mu, jeżeli uważa, że czynność jest sprzeczna z prawem).

Co miało być sprzeczne z prawem?

Zdaniem notariusza problemem było to, że w prawie niemieckim nie jest znany zapis windykacyjny. Rozporządzenie 650/2012 (w skrócie – rozporządzenie spadkowe) wyłącza spod zastosowania rozporządzenia “charakter praw rzeczowych”. Z tego względu notariusz uznał, że nie może sporządzić testamentu, który – w momencie śmierci spadkodawczyni – przenosi własność na spadkobiercę, gdyż prawo niemieckie nie przewiduje takiej sytuacji.

Każdy zainteresowany może przeczytać treść orzeczenia w całości tu: sprawa C-218/16. Ja przedstawię jedynie

wnioski wypływające z orzeczenia:

nie ma przeszkód, by sporządzić testament zgodny z prawem polskim nawet, jeśli prawo miejsca położenia nieruchomości nie zna zapisu windykacyjnego. Zapis windykacyjny to sposób przeniesienia własności. Prawo własności jest znane także w prawie niemieckim, zatem testament stanowiący o przeniesieniu prawa znanego w kraju miejsca położenia nieruchomości jest zgodny z rozporządzeniem 650/2012.

 

Zeszły tydzień był dla mnie bardzo trudny. Musiałam uśpić mojego 12-letniego psa. Teraz w zasięgu mojego wzroku śpi pies ze schroniska – Karton.

Tak dla psa, jak i dla nas jest to nowe doświadczenie (Kraksę chowaliśmy od szczeniaka). Karton zapełnia pustkę po Kraksie i … dzięki temu mogę znów pracować. Pochrapywanie zadowolonego psa działa na mnie niezwykle pozytywnie :-). Tyle o naszym nowym domowniku, a teraz wracam do prawa spadkowego.

Właściwość sądu w sprawie spadkowej to nic innego, jak odpowiedź na pytanie, przed którym sądem sprawa spadkowa (otwarcie i ogłoszenie testamentu, stwierdzenie nabycia spadku, dział spadku) może się toczyć.

Rozporządzenie 650/2012

Kwestię tę reguluje rozporządzenie rozporządzenie Parlamentu Europejskiego Rady (UE) nr 650/2012 z dnia 4 lipca 2012 r. w sprawie jurysdykcji, prawa właściwego, uznawania i wykonywania orzeczeń, przyjmowania i wykonywania dokumentów urzędowych dotyczących dziedziczenia oraz w sprawie ustanowienia europejskiego poświadczenia spadkowego (w skrócie: rozporządzenie spadkowe).

Zasada ogólna to właściwość sądu państwa, w którym zmarły miał zwykły pobyt w chwili śmierci.

Czym jest zwykły pobyt? Nie jest to miejsce zameldowania (takie jest zwykle pierwsze skojarzenie w Polsce). To miejsce, w którym dana osoba ma swoje centrum życiowe – tam mieszka, ma najbliższą rodzinę, pracuje, leczy się itp.

Jak zwykle od zasady są wyjątki :-). Wszystkie zainteresowane strony mogą się umówić, że sądem właściwym jest sąd państwa, którego prawo wybrał zmarły do uregulowania swoich spraw spadkowych (prawo ojczyste zmarłego). Taka umowa wybierająca sąd innego państwa niż państwo zwykłego pobytu zmarłego musi  spełniać określone warunki. Musi być zawarta w formie pisemnej, zaopatrzona w datę i podpisy zainteresowanych stron. Możliwe jest także zawarcie takiej umowy za pomocą środków elektronicznych.

Co jeżeli miejsce zwykłego pobytu zmarłego znajdowało się w kraju innym niż kraj członkowski Unii Europejskiej?

W takim wypadku sądem właściwym do rozpoznawania wszystkich spraw spadkowych jest sąd państwa, w którym zmarły pozostawił składniki majątkowe. Dodatkowo: zmarły miał obywatelstwo tego państwa lub – jeżeli nie miał obywatelstwa – miał w tym kraju miejsce zwykłego pobytu nie dawniej niż 5 lat przed wniesieniem do sądu sprawy spadkowej.

A jeżeli zmarły nie miał obywatelstwa tego państwa?

Albo nie miał miejsca zwykłego pobytu, w tym państwie członkowskim? Albo miał miejsce zwykłego pobytu wcześniej niż 5 lat przed wniesieniem sprawy spadkowej do sądu tego państwa? W takiej sytuacji to państwo członkowskie, w którym znajdują się składniki majątkowe ma jurysdykcję do rozpoznania sprawy spadkowej ale dotyczącej tylko tego majątku, który znajduje się w tym państwie.

Jest jeszcze koło ratunkowe.

Jeżeli żaden sąd państwa członkowskiego nie ma właściwości na podstawie wyżej wskazanych zasad to – w drodze wyjątku – sąd może orzekać w sprawie spadkowej. Znów warunek –  tylko, jeżeli postępowanie spadkowe w państwie trzecim, z którym sprawa jest ściśle związana, nie może być we właściwy sposób wszczęte lub przeprowadzone.

Ograniczenie postępowania.

Warto wiedzieć, że sąd państwa członkowskiego może ograniczyć postępowanie spadkowe do niektórych składników majątkowych, jeżeli  można oczekiwać, że orzeczenie tego sądu odnoszące się do tych składników “nie będzie uznane ani, w stosownych przypadkach, nie zostanie stwierdzona jego wykonalność w tym państwie trzecim”.

Nie sądzę, żeby podstawienie kojarzyło się z prawem spadkowym :-). Podstawienie jest dość rzadko spotykane, a szkoda, bo daje możliwość spadkodawcy zadecydowania co ma się stać, jeżeli spadkobierca nie będzie żył w chwili otwarcia spadku, lub nie będzie chciał dziedziczyć.

Czym jest podstawienie?

Artykuł 963 kodeksu cywilnego definiuje podstawienie (tzw. zwykłe, bo jest jeszcze podstawienie powiernicze, ale o nim dzisiaj nie piszę) następująco:

Można powołać spadkobiercę testamentowego na wypadek, gdyby inna osoba powołana jako spadkobierca ustawowy lub testamentowy nie chciała lub nie mogła być spadkobiercą (podstawienie).

Może najprościej będzie, jak podam przykład (zresztą z życia wzięty).

Lata temu (jeszcze przy innym uregulowaniu porządku ustawowego dziedziczenia, co oznacza, że gmina dochodziła do spadku osób bezdzietnych dość szybko) zostałam poproszona przez starsze małżeństwo z rodziny o pomoc w takim skonstruowaniu testamentu, żeby (nazwijmy małżeństwo wujostwem) wujostwo było spokojne o losy majątku po śmierci. Wujostwo nie mieli dzieci, więc martwili się o to kto odziedziczy cały ich majątek po śmierci ostatniego z nich. W pierwszej kolejności chcieli nawzajem dziedziczyć po sobie. I tu nie było oczywiście problemu. Nie wiadomo było jednak (tego nigdy nie wiadomo 🙂 ), kto pierwszy opuści ten ziemski padół.  Gdyby to wujek zmarł pierwszy (tak się zresztą później stało), a ciocia nie zdążyłaby zmienić testamentu (albo ze względu na stan zdrowia nie mogłaby już zmienić testamentu), to po niej wujek nie mógłby dziedziczyć, bo by go już nie było na świecie

Jeżeli nie wujek to kto?

Na takie dylematy odpowiedzią jest podstawienie. Trochę się napracowałam, ale w końcu uzgodniłam z wujostwem treść testamentu odpowiadającą ich oczekiwaniom. Na wypadek, gdyby wujek (i w testamencie wujka wzajemnie – ciocia) nie mógł lub nie chciał dziedziczyć, do spadku powołanych było kilka osób spośród dalszych krewnych.

Podstawienie to sposób na różne sytuacje życiowe.

Ostatnio trafił w moje ręce testament, w którym do spadku została powołana partnerka, a na wypadek niemożności/braku chęci dziedziczenia powołane były dzieci i spadkodawcy i jego partnerki. Powodem takiego rozrządzenia spadkowego był wspólnie spłacany kredyt na dom kupiony tylko przez jednego z partnerów. Podstawienie pozwoliło zabezpieczyć byt partnerki na wypadek śmierci właściciela domu.

Co dalej z wujostwem?

Uzgodniliśmy z wujostwem, że sporządzą testament u notariusza. Przede wszystkim po to, żeby nie było jakichkolwiek uchybień przy tym – bardziej niż zwykle – skomplikowanym testamencie. Pamiętam, że poprosiłam notariusza o przyjęcie starszych państwa i przekazałam projekt testamentów. Efekt był beznadziejny, bo notariusz przekonał wujostwa, że zwykle sporządza się prostsze testamenty i wujostwo wyszli od notariusza z takimi właśnie testamentami :-). Wujek powołał do spadku ciocię, a ciocia – wujka… Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że nie o to chodziło! Znalazłam notariusza, który nie bał się myśleć i sporządził testament nie “taki jak zwykle”, ale odzwierciedlający potrzeby i oczekiwania starszych państwa.

Życie pokazało, że podstawienie było rozwiązaniem idealnym w tej konkretnej sytuacji. Wujek zmarł pierwszy. Po wujku cały majątek odziedziczyła ciocia, a po cioci – te osoby, które były podstawione w testamencie. Ciocia była w takim stanie zdrowia, że po śmierci wujka nie mogła zmienić testamentu (nie miała zdolności testowania). Przypomnę: przy zwykłym/prostym testamencie tu by się kończyła historia, bo do spadku byłby powołany wujek. Ciocia chcąc by po jej śmierci spadek trafił do innych osób niż wujek (wujek już nie mógł) musiałaby sporządzić nowy testament. W tej sytuacji – ze względu na sporządzenie testamentu z podstawieniem – po śmierci cioci majątek trafił do tych osób, które wybrali wujostwo. Jestem tego pewna, bo byłam wykonawcą testamentu.

Pierwotnie wpis był umieszczony pod tytułem: Prawa ojca (w Polsce), czyli lepiej być matką. Na Facebooku pod informacją o wpisie wywiązała się dość gorąca dyskusja. Niektórzy mnie chwalili, niektórzy wyrazili oburzenie, że konfliktuję rodziców, a przede wszystkim obrażam te kobiety, które są rodzicami drugoplanowymi. No cóż, jak każdy, nie lubię, jak ktoś mnie krytykuję, ale po jakiejś chwili  (trochę to trwało, ale przyczyniła się do tego interesująca korespondencja z dwoma czytelniczkami – dziękuję) doszłam do wniosku, że Ci krytykujący mają trochę racji. Rzeczywiście rodzicem drugoplanowym w Polsce częściej jest ojciec, ale czy to znaczy, że mamy zapominać o matkach, które dzielą ten los?

Wszystkie Panie, które uraziłam bardzo przepraszam.

Nie taka była moja intencja. Tym wpisem (wpisu nie zmieniłam, gdyż – mimo wszystko odzwierciedla rzeczywistość sądową. Usunęłam jedynie kontrowersyjny tytuł)) chcę zwrócić uwagę na prawa rodziców, którzy mają ograniczoną władzę rodzicielską i borykają się na co dzień z barierami, które stwarzają im rodzice pierwszoplanowi z pomocą tych osób, które powinni być neutralni (lekarze, urzędnicy itd.) i zważać wyłącznie na dobro dziecka.

Teraz sam wpis:

Jakiś czas byłam nieobecna na blogu (za co przepraszam), ale postaram się wrócić do w miarę regularnego umieszczania postów. A dzisiaj swoisty “dzień ojca” na opak.

Przyznam, że dzisiejszy post piszę pod wpływem emocji (negatywnych). Mój Klient (ma ograniczoną władzę rodzicielską do prawa współdecydowania o istotnych sprawach syna dotyczących edukacji, wypoczynku, leczenia) otrzymał odpowiedź z placówki medycznej. Matka dziecka nie informuje na bieżąco ojca o stanie zdrowia syna, więc informacje o lekarzach prowadzących czerpiemy z pism procesowych matki. Najpierw Klient usiłował się spotkać z lekarzem swojego dziecka – lekarz (widząc treść wyroku) odmówił, potem – zwrócił się pisemnie do placówki o informacje o stanie zdrowia syna i przebiegu leczenia.

Odpowiedź placówki na prośbę o wyjaśnienie odmowy udzielenia informacji brzmi tak (oczywiście bez danych osobowych):

“W odpowiedzi na Pana pismo z dnia […] informuję, że decyzja podjęta w dobrej wierze przez neurologa (…) opierała się na oświadczeniu matki małoletniego (…). Podyktowana była jedynie dobrem i ochroną danych osobowych małoletniego pacjenta. Z dostarczonego przez Pana dokumentu wynika, iż także ma Pan prawo współdecydowania o istotnych sprawach, w tym leczenia. Ma Pan więc prawo do dokumentacji medycznej syna jak również prawo do udziału w konsultacjach specjalistycznych. Niestety, NFZ nie przewiduje konsultacji specjalistycznej bez udziału pacjenta”.

Dlaczego jestem poirytowana?

  • po pierwsze co to znaczy: opierała się na oświadczeniu matki małoletniego??? To wyrok sądu nie ma znaczenia? Wystarczy, że mama powie, że sobie nie życzy informowania taty i wystarczy? Co znaczy ochrona danych osobowych małoletniego pacjenta? Przed ojcem? Co znaczy, że NFZ nie przewiduje specjalistycznej wizyty bez udziału pacjenta? A na jakiej podstawie? A jakby Klient chciał zapłacić za prywatną wizytę (NZOZ) to co?
  • bo wczoraj przeczytałam orzeczenie Sądu Apelacyjnego oddalającego moje zażalenie z argumentacją (oczywiście między innymi), że moje roszczenie “w istocie sprowadzałoby się do opieki naprzemiennej, nieaprobowanej przez powódkę (czytaj: matkę).
  • bo w ostatnim czasie czytam kolejne orzeczenia sądu (i te w moich sprawach i te z doniesień prasowych), w których matki mają nieograniczone prawa kosztem ojców i wszyscy uważają to za coś naturalnego. Matka może w sądzie “kiwnąć palcem”, a ojciec musi udowadniać, że nie jest wielbłądem;
  • bo dzisiaj inny klient opowiedział mi, że nie mógł się dowiedzieć o dziecko tuż po urodzeniu (wtedy był w związku małżeńskim z matką dziecka!), bo był skonfliktowany z matką

Jestem mamy i taty – w teorii

Jakiś czas temu Rzecznik Praw Dziecka prowadził kampanię informacyjną “jestem mamy i taty” (szczegóły można zobaczyć tu). Pooglądaliśmy zdjęcia rudego chłopczyka i smutnej dziewczynki i nadal mamy zakodowane, że matka jest najważniejsza, a ojciec – jest, czy go nie ma to kwestia drugorzędna. Od razu zastrzegam – są wyjątki (w obie strony i mamy i taty) i czasem zasadny jest nawet zakaz kontaktów rodzica z dzieckiem. Ale tu nie chodzi o wyjątki, tylko o normę. Mało kto szanuje prawa ojca, zwłaszcza w zetknięciu z instytucjami. Jednym słowem, w instytucjach lepiej być matką.

Rzecznik Praw Pacjenta

Rozmawiałam dzisiaj w sprawie Klienta z biurem Rzecznika Praw Pacjenta – przy tej okazji bardzo dziękuję za kompetentną rozmowę Pani z infolinii. Cóż, nie zostawimy tak tej sprawy. Choćby dlatego, żeby inni ojcowie mogli uzyskać podstawowe informacje o swoim dziecku bez problemów.

Idealistka ze mnie wychodzi :-). Jeszcze tak…

 

 

22
Dec

PRZESŁUCHANIE MAŁOLETNIEGO ŚWIADKA

Wiecie, że nie zajmuję się sprawami karnymi, ale czasem zdarza się, że moje sprawy krzyżują się ze sprawami karnymi moich Klientów. Dzisiaj dostałam wiadomość, że “moje” dziecko (bardzo przepraszam biologicznych rodziców, ale na czas postępowania dzieci moich Klientów stają się “moimi” dziećmi. Po prostu dziecko mojego Klienta jest moim dzieckiem :-)), które już dwukrotnie zostało porwane przez ojca, przy czym ostatnim razem dość brutalnie – było przesłuchiwane w toku postępowania przygotowawczego.

Czy jest w tym coś złego? Ależ skąd!

Przesłuchanie okazało się totalną klapą. Dlaczego? Bo do pokoju przesłuchań weszli: sędzia, psycholog , prokurator, protokolant i adwokat. Więcej ich matka nie miała… Moje 9-letnie dziecko się przestraszyło i nie odpowiedziało na żadne pytanie.  Dziewczynka zobaczyła tych wszystkich ludzi, do tego została poinformowana, że może odmówić zeznań. Dla niej była informacja, że już nie musi nic mówić i może czym prędzej uciec stamtąd. Nikt jej nie powiedział o procedurze i prawach, nikt nic nie wytłumaczył, nie miała czasu do namysłu.

GRATULACJE dla wymiaru sprawiedliwości!

Czytałam kiedyś o pokojach przesłuchań przyjaznych dzieciom. Nawet sama kiedyś w takim byłam (pisałam o tym tu).  Zwykle obok jest pomieszczenie techniczne, gdzie ten cały tłum może się ulokować i w ten sposób czynnie uczestniczyć w przesłuchaniu. Czytałam kiedyś (widocznie “wymiar sprawiedliwości” nie ma czasu czytać :-(, ale czasem wystarczy pomyśleć) o standardach przesłuchań małoletnich świadków. Kto by tam zważał na emocje 9-letniego dziecka? Pięć obcych osób pytających o traumatyczne przeżycia “autorstwa” rodzica? Co za problem…

Słyszycie zgrzytanie zębów? To moje…

Gdyby ktoś chciał poczytać o dobrych praktykach przesłuchania dziecka-świadka można to zrobić np. tutaj. Więcej informacji, także na temat metodyki przesłuchiwania dziecka można znaleźć na stronie: http://wymiarsprawiedliwosci.fdn.pl/standardy-przesluchania-w-procesie-karnym

Życzę całemu wymiarowi sprawiedliwości w Polsce więcej empatii dla dzieci, które mają to nieszczęście, czy też tę (nie)przyjemność zetknięcia się z tymże wymiarem…

26
Nov

WOLNE SĄDY

Wolne sądy…

W piątek byłam na demonstracji (relacja prasowa jest tu), niestety nie pierwszy raz w ostatnim czasie. Tym razem w obronie wolnych sądów.

Dlaczego tam byłam?

Bo niezależne (wolne) sądy są ważne dla każdego z nas.

Czy poszłam tam chętnie?

Niestety nie. I to nie dlatego, że demonstracja odbywała się w piątek po południu, kiedy chciałoby się odpocząć po tygodniu pracy. Do tego było zimno. Mój brak entuzjazmu wynikał z tego, że stykam się z sądami prawie codziennie i dominującym uczuciem, jaki mi w związku z tym towarzyszy jest frustracja. Nie raz już pisałam, że są sędziowie odważni (przykład z ostatnich doniesień prasowych np. tu), ale są też sędziowie, którzy nie radzą sobie z pracą, albo jest im po prostu wszystko jedno. Tych ostatnich nie mam – prawdę mówiąc – ochoty bronić. Jestem przekonana, że wiele osób ma podobne odczucia, co ja…

Frustrację budzą też terminy oczekiwania na rozprawę. W sprawach rodzinnych, którymi się przede wszystkim zajmuję czas odgrywa często ogromną rolę. Pół roku separacji od dziecka, zanim sąd da radę rozpoznać wniosek o zabezpieczenie?! Pół roku to jak wieczność w życiu dziecka! Uczciwie muszę wspomnieć, że długi czas oczekiwania na rozprawę to nie zawsze wina sędziów. Ilość sędziów do ilości spraw, jakie mają rozpoznać często przekracza możliwości ludzkie. Wyobraź sobie, że masz 800 spraw do załatwienia. Jedne bardziej, inne mniej skomplikowane. Przy tej liczbie spraw to już nie ma znaczenia, czy trudne, czy nie :-(. Taka ilość nie jest do przerobienia w rozsądnym terminie.

Zanim więc spluniesz przez lewe ramię myśląc o sędzim, który rozstrzyga akuratnie Twoją sprawę pomyśl, że bez wolnych sądów może być jeszcze gorzej. T

Czy reforma sądownictwa jest potrzebna?

Jak najbardziej, ale nie ingerująca w niezależność sądownictwa, w niezawisłość sędziów. Jest na pewno wiele do zrobienia w wymiarze sprawiedliwości od kwestii technicznych do osobowych. To, że sądy jeszcze funkcjonują to chyba cud, a właściwie poświęcenie ze strony całej rzeszy ludzi. Nie będę teraz pisać o sędziach, bo trochę napisałam już wyżej. Najwyższy czas, żeby napisać o pracownikach sekretariatów, którzy harują (nie przesadzam) za najniższą pensję i pchają ten wózek do przodu. Bez nich wszystko by się już dawno zawaliło. Szczerze mówiąc na przysłowiowej kasie w Biedronce (nikomu nie ujmując) można zarobić więcej przy o wiele mniej stresującej pracy.

Czy sędziowie zasługują na to, co ich aktualnie spotyka w przestrzeni publicznej?

Być może niektóre jednostki tak, ale jako ogół – absolutnie nie. Jak każdy pracujący człowiek sędzia zasługuje na szacunek. To takie zapomniane słowo. Szacunek. Siedzę sobie w hotelu w Poznaniu i sama się z siebie śmieję… Szacunek? Przeczytałam przed chwilą, że prezes Sądu Okręgowego i jej zastępcy zostali odwołani faksem w niedzielę. Faksem!!! Nie powinnam się dziwić, bo to samo działo się niedawno na Śląsku. Ale zaraz potem myślę sobie, że jednak powinnam się dziwić i nie powinnam się przyzwyczajać do takich “standardów”.

Świętej pamięci prof. Bartoszewski mówił, że warto być przyzwoitym. Osobiście chcę się tego trzymać, choćby wszystko to, co dzieje się dookoła przekonywało mnie, że nie warto…